OrigamiArt / Relacje / V Plener Origami – Poręba 2006

V Plener Origami – Poręba 2006

310

Ośrodek Przedsiębiorstwa Zmechanizowanych Robót Inżynieryjnych „Kamiennik”, w Porębie to takie miejsce, gdzie diabeł mówi „dobranoc”. Aby do niego dotrzeć trzeba wysiąść na ostatnim przystanku – dalej zresztą autobus już nie ma gdzie jechać – i iść wąską drogą w górę przez wieś. Im wyżej, tym mniej domów. Potem już tylko z jednej strony szumi strumyk, a z drugiej szumi las. Jeszcze parę kroków… i jesteście na miejscu.

Uczestnicy

Jako, ze to V, jubileuszowy Plener, marzeniem organizatorów było, aby wszystko było na „5-kę” i aby na plener przyjechało 55-ciu uczestników. Przypadek sprawił, że właściwie tak się stało. W ostatniej chwili zrezygnowało 5 (!) osób. Na liście zostało 55 dorosłych osób + 14 miesięczny Kubuś Narloch. Kubuś już po raz drugi uczestniczył w plenerze. Do wszystkich ślicznie się uśmiechał i z wielkim zapałem miął serwetki i zginał papierowe tacki. Trudno Go więc nie potraktować jako pełnoprawnego uczestnika. Ale zostawmy rachunki….
Przyjechali miłośnicy origami z całego kraju.

Mieliśmy również gości zagranicznych. Była z nami Lorah Gross (USA), Mark Leonard (Wielka Brytania) i trzy osoby z Węgier. Ibolya Tuzy, już po raz drugi była uczestniczką pleneru. Jej mąż Balazs i Maria Nemeth towarzyszyli nam tylko wieczorami – w ciągu dnia podziwiali uroki Krakowa i okolic.
Gościem specjalnym V Pleneru był Joan Sallas – Katalończyk, stale mieszkający w Niemczech. Jako, że był gościem specjalnym na plenerze pracował najciężej i warsztaty prowadził codziennie, kilka razy dziennie
23 osoby, były na plenerze po raz pierwszy. Pozostali, to stali bywalcy, a pięć (!) z nich uczestniczyło we wszystkich dotychczasowych plenerach.
Plener pokazał jak wielu ludzi w Polsce składa origami i jak bardzo w związku z tym potrzebne są tego typu imprezy i szeroko dostępna o nich informacja.

Program

Program jak zwykle w czasie pleneru nieco się zmieniał. Jedne warsztaty wypadały, dochodziły inne. Już do tradycji wszedł zwyczaj, że free folding odbywa się przez cały czas jego trwania. I są tacy uczestniczy, którzy na tą formę składania poświęcają 2/3 swojego plenerowego czasu.

Piątek

plener origamiDla wielu osób plener zaczął się już w piątkowe popołudnie. Zebrała się całkiem spora grupka plenerowiczów z odleglejszych rejonów naszego kraju. Przyjechali Węgrzy. Udało nam się też odnaleźć w Krakowie i przywieźć do Poręby Amerykankę Lorah Gross. Lorah zgodnie z umową wymachiwała czerwonym żurawiem pod jednym z krakowskich supermarketów.
Po pierwszych, jakże radosnych powitaniach rozpoczęliśmy … składanie. „Bohaterem” wieczoru był moduł Sonobe, oraz przeróżne jego modyfikacje, a nauczycielem Tomek Smołka. Lori pokazała nam kilka modułów z ksiązki T.Fuse „Floral Globe”. W międzyczasie Iza Ralska (spędziła z nami tylko ten jeden wieczór) składała miniaturowe Różyczki Kawasaki (Iza składa tak szybko, że zwykle coś jeszcze robi w tzw. „międzyczasie”) , a Lorah moduły do kolczatki T.Fuse. Był piękny, ciepły wieczór, zaliczyliśmy więc nawet spacer w ciemnościach. Ten pierwszy wieczór zakończył około trzeciej nad ranem.

Sobota

Niestety rano nie obudziło nas słonko, przez chwilę nieśmiało przedzierało się przez chmury, ale widać było ich zbyt wiele Mimo to w pogodnych nastrojach oczekiwaliśmy na przybycie kolejnych uczestników. Przygotowaliśmy stanowiska do pracy (tym razem niestety pod dachem), segregowaliśmy materiały dla uczestników, no i oczywiście byli tacy, którzy nie czekając na oficjalne otwarcie imprezy od samego rana ani na chwilę nie rozstawali się z papierem.
Przygotowaliśmy również pomieszczenie na wystawę. Jak co roku znalazło się na niej wiele pięknych modeli. Każdy mógł dołączyć do miej modele przez siebie wykonane. Jak zwykle były to modele światowych kreatorów origami (niektóre zapierające dech w piersiach, jeśli chodzi o kunszt i precyzję wykonania) i autorskie modele uczestników pleneru. Swoje projekty zaprezentowali: Artur Biernacki, Grzegorz Bubniak, Krystyna Burczyk, Bolek Gargol, Irena Horodecka, Irena Kowalczyk, Mark Leonard, Halina Rościszewska-Narloch, Joan Sallas, Tomek Siwak, Adam Szewczyk, Ela Udziela i Ada Zawadzka.

Około południa Wojtek Burczyk dokonał oficjalnego otwarcia imprezy, a na ścianie pojawiła się tablica informacyjna z planem warsztatów. Równocześnie odbywały się trzy, a nawet cztery warsztaty. Ten czwarty to free folding (od świtu do świtu).Wiele osób miało więc problemy z odnalezieniem swojego miejsca, chciały być wszędzie – ale niestety trzeba było wybierać.
Ela Udziela uczyła swojego ozdobnego pudełka z sześciokąta. Jak się okazało, ma ono dość istotną dla pudełka właściwość – jest odporne na zgniatanie i dla Ireny Kowalczyk było jedynym modelem, który dowiozła do domu w stanie nieuszkodzonym.
Grześ Bubniak tym, którzy lubią czytać, pokazał zaprojektowane przez siebie zakładki do książek: motylka, sowę i słonia. Wtedy jeszcze biedny nie wiedział, że czytać lubią wszyscy i nim plener się skończy będzie musiał powtórzyć te zajęcia aż cztery razy.
Tego dnia Grzesiu uczył jeszcze dwóch swoich autorskim modeli: modułowego pierścienia i spiralnej gwiazdki z 6 modułów. Modele efektowne i z pozoru wydawały się proste do złożenia. Chętnych do składania było więc sporo. Tylko nie było wiadomo dlaczego Grześ tak tajemniczo się uśmiecha. Już za parę minut wszyscy składający zrozumieli, że pozory mylą.
Agnieszka Kwaśniak uczyła składania „Poczty lotniczej” H.Takashiego, czyli po prostu koperty ze skrzydełkami. To piękna i prosta figurka, która wszystkim składającym sprawiła wiele radości. Artur Biernacki – to już niemal tradycja – uczył natomiast róży Kawasaki. Niektórzy podejrzewają, że jest to najprostszy model, jaki zna Artur i dlatego tak chętnie prezentuje go w Porębie.
Prawdziwą zabawę zafundował nam Joan Sallas: zaprosił na składanie turbanu. Atrakcyjne zajęcia, pełne śmiechu, anegdot i zabawnych komentarzy przyciągnęły tylu uczestników, ile metrów kwadratowych papieru dało się pomieścić na podłodze sali, w której odbywał się warsztat. Turban pasował na każdą głowę, choć na męskich prezentował się zdecydowanie korzystniej.
Ten turban to był na rozgrzewkę. Po nabraniu wprawy, tym razem w kilkuosobowej grupie pod kierownictwem Joana złożyliśmy jego GIGANTYCZNY kapelusz słoneczny z „kartki” o wymiarach – bagatelka – 6 x 6 metrów (taką kartkę naprawdę można sobie przygotować:). Dla uczestników tego warsztatu było to zupełnie nowe doświadczenie, przypominało bardziej składanie wielkiej konstrukcji. Bardzo ważne elementy tego przedsięwzięcia: kolejność (nie zawsze istotna aż tak bardzo w klasycznym składaniu), współpraca zespołowa i jej właściwe zsynchronizowanie, a nawet właściwe ułożenie modelu na podłodze. Również nowym elementem było zmęczenie i trochę obolałe palce i kolana. Przydatna okazała się umiejętność robienia szpagatów, uników, padów – czyli ogólnie, dobra sprawność fizyczna. Obracanie modelu na drugą stronę było znacznie bardziej skomplikowane niż wykonywanie zagięć. Pomimo tak dużej wielkości i grubości zastosowanego papieru trzeba było być naprawdę delikatnym (tak jak tradycyjnie). Ciężka praca, ale efekt!!! Szkoda tylko, że słońca nie było.
Tego popołudnia wszyscy chętni mogli jeszcze z Krystyną Burczyk złożyć ruszające się sześciany H.Strobla, a korzystając z fachowych porad Ireny Kowalczyk wykonać okolicznościową kartkę techniką teabags folding, iris folding (ta technika najbardziej podobała się uczestnikom warsztatu) lub guillingu. Warsztat był bardzo starannie przygotowany, a kartki zaprezentowane przez Irenę pełne smaku i wyczucia kompozycji.
Wieczorem, po kolacji świętowaliśmy urodziny. Solenizantem był nie kto jak sam Plener – obchodził piąte urodziny. Punktem kulminacyjnym wieczoru było pojawienie się ogromnego, znakomitego w smaku i wyglądzie tortu, po którym „stąpała” papierowa postać kobiety trzymającej w ręku żurawia. Była to Muza Origamia. Muzę wymyśliła Ela Udziela i napisała o niej wiersz., który wyrecytowała. Autorem figurki jest Tomek Siwak, któremu udało się tak pięknie tą wymyśloną przez Elę postać „zmaterializować”. Ale to nie koniec niespodzianek. Zaraz potem Tomek Siwak zaprezentował swojego pięknego słonecznika, oraz sposób jego składania. Oj trudne to było zadanie! A składaliśmy przy dźwiękach przygotowanego przez Krystynę i Wojtka Burczyków podkładu muzycznego. Były to piosenki „Słonecznik” w wykonaniu Wolnej Grupy Bukowina, oraz „Merry Origami” autorstwa Y&K Shumakov.
Kolejnym punktem programu miało być wykonanie pod kierunkiem Ady Zawadzkiej wielkiej sowy z modułów chińskich. Ada gorąco i z wdziękiem zachęcała wszystkich do masowej produkcji modułów. I choć nie byliśmy leniwi, nie udało się Jej zebrać na tyle modułów, by złożyć zeń sowę. No i kolejna niespodzianka przygotowana przez Krystyną i Wojtka – można było trochę powspominać i na dużym ekranie pooglądać zdjęcia z poprzednich plenerów. Był to też taki czas, kiedy przy symbolicznej lampce wina, podjadając ciasteczka (palce były trochę tłuste, więc składać się nie dało) można było wreszcie trochę się poznać i porozmawiać.
Tak wyglądał wieczór. Po wieczorze kolejna noc i free folding. Ta forma spędzania czasu na plenerze dla sporej grupy plenerowiczów (szczególnie panów), była tym „co tygrysy lubią najbardziej”. To w nocy każdy mógł pokazać i nauczyć innych swoich ulubionych modeli origami, można było powtórzyć jakiś warsztat i co ciekawe nie zawsze robiły to te same osoby, które warsztat prowadziły. Okazało się bowiem, że Marcin Wołoszyn zapamiętał! całą drogę składania turbanu. Złożył go raz jeszcze z Agnieszką Gołembiewską z kartki 20 x 20 cm, a co za tym idzie przerobili turban na naparstek, można go było założyć na palec. I tak gawędziliśmy, składając co popadnie do wczesnych godzin porannych. I słowa uznania dla Grześka towarzyszył nam cały czas i spisywał się godnie jako cierpliwy nauczyciel i doskonały tłumacz języka angielskiego.

Niedziela

Spaliśmy krótko, ale szybko. Wszyscy w doskonałej formie pojawili się na śniadaniu. Po śniadaniu chyba każdy z uczestników jakiś czas spędził przy stoisku z papierem firmy Gimar. Pan Marek Giżyński zatroszczył się o to żebyśmy nie przywozili do domów zabranych ze sobą pieniędzy.
Fani misternych robaczków pod kierunkiem Artura składali osę „Vespid” Satoshi’ego
z siatki, a w ramach Sesji Origami i Edukacja toczyła się dyskusja o problemach występujących w trakcie uczenia origami. Dyskusję prowadzili Krystyna Burczyk i Joan Sallas. I to był ten moment pleneru, w którym wręcz niezbędna była dobra znajomość języka angielskiego (by nie uronić ani słowa z tego co mówił Joan), choć Wojtek Burczyk i Agnieszka Kwaśniak bardzo się starali aby wszyscy uczestnicy dobrze się nawzajem rozumieli.
No i tu okazało się też, że Joan to nie tylko świetny origamista (składający i tworzący własne wzory) o wielkim poczuciu humoru, ale także człowiek o ogromnej wiedzy (na co dzień jest wykładowcą uniwersytetu we Freiburgu), potrafiący tę wiedzę w bardzo zajmujący sposób przekazać innym. Joan podzielił się z nami wynikami swoich badań dotyczących tradycji składania papieru. Wysłuchaliśmy wykładu o historii origami. Dla wielu słuchaczy to co powiedział przewróciło do góry nogami całą dotychczasową wiedzę na ten temat. Bo jak się okazało Chińczykom i Japończykom faktycznie zawdzięczamy bardzo wiele jeśli chodzi o rozwój origami, ale Joan przedstawił dowody na to, że origami jako takie nie przyszło ze wschodu, ale samoistnie rozwijało się wszędzie tam, gdzie pojawiał się papier. Tak więc już starożytni Egipcjanie składali atlasy z papirusu, a w życiu Europejczyków origami było obecne już prawie czterysta lat temu. Nie był przy tym gołosłowny. Każdy z nas mógł zapoznać się z literaturą i dokumentami, które udało mu się zgromadzić….
….i wtedy pojawiła się Telewizja Kraków …. Nakręcili o nas krótki reportaż, który już tego samego dnia mogliśmy obejrzeć w świetlicowym odbiorniku telewizyjnym. Nie wszystkich jednak udało się namówić do oglądania TV, tak byli pochłonięci składaniem. Być może mieli rację, bo przecież po co oglądać coś, w czym uczestniczy się na żywo?
Wszyscy mogliśmy także uzupełnić swoją wiedzę na temat rozwoju origami w Polsce. Agnieszka Kwaśniak pisze pracę magisterską o origami i chętnie dzieliła się z nami zdobytymi przez siebie informacjami. Dodatkowo w plenerze uczestniczyły dwie osoby z pierwszej grupy oficjalnie szkolonej w Warszawie pod kierunkiem dr D. Kameckiej i J. Czajki, były to panie Irena Horodecka i Alina Gieroba, one również chętnie rozmawiały, nie tylko z Agnieszką.
Po obiedzie niestrudzony Joan znów nas zadziwił i zabawił jednocześnie, gdy pokazał niezwykle oryginalną metodę składania zwierzątek i przedmiotów z … rolek po papierze toaletowym. Jako, że warsztat ten był zapowiedziany już wcześniej, prawie każdy zaopatrzył się przed plenerem w kilka rolek. Prawdziwym rekordzistą okazał się jednak Marcin Wołoszyn przywiózł ich … 180. Powiedzenie „zrobić coś z niczego” jest w tym wypadku najwłaściwsze. A zrobiliśmy: katapultę, żabę, rybę, nietoperza i mysz. Na tą mysz, to nadają się tylko amerykańskie rolki, bo są tak klejone, że da się z nich wymodelować ogonek. Nadwyżki rolek się nie zmarnowały. Joan zabrał je do swojej domowej kolekcji. Może wymyśli coś, do czego właśnie te polskie nadają się najlepiej.
W tym samym czasie wielbiciele origami modułowego mogli z Haliną Rościszewską-Narloch złożyć kulę metodą snapologii (H.Strobl). Kule były tak imponujące, że składał nawet Rafał Sabat, którego do wielbicieli takiego origami zaliczyć przecież nie można.
Niesamowita czarna pantera (podobno istnieje też jej wersja różowa) Marka Leonarda „wskoczyła” w miejsce kuszy. Kuszę składaliśmy już bowiem podczas pleneru w Myślenicach trzy lata temu. Warsztaty trwały nie więcej jak godzinę. Nie znaczy to wcale, że pod koniec warsztatów jego uczestnicy mieli gotowego zwierzaka. Długo po ich zakończeniu chodzili ze
swoimi panterkami próbując wymodelować satysfakcjonujący kształt. A fachowcy od efektów specjalnych (Grzegorz Bubniak, Piotr Pluta, Artur Biernacki, Adam Szewczyk i Sławek Kozłowski) nie oparli się pokusie dorobienia jej zębów i pazurów. Widać stąd jak prawdziwe są słowa Marka Leonarda, że tak naprawdę składanie zaczyna się tam, gdzie kończy się diagram.
Nie wszystkim udało się dopchać do stolika, gdzie Ada Zawadzka pokazywała w jaki sposób można ozdabiać różne przedmioty: pudełka, butelki, szklanki, jajka motywami wyciętymi z papierowych serwetek. Zadaniem uczestników było ozdobić pospolity, płaski kamień techniką decoupage. Prace były naprawdę piękne (szczególnie te z akcentem „morskim”) i na tyle zdumiewające, że Bolek Gargol żałował, że nie opanował tej techniki szufladkując ją wcześniej w kategorii „tylko dla kobiet”. Szufladkowanie takie ma jego zdaniem pewne podstawy racjonalne, bo gdy obserwował udział kobiet w składaniu kwiatów (ok. 100%), modułów (ok. 80%), oraz zwierząt (ok. 10%), to liczby te mówią jego zdaniem o specyfice wrażliwości estetycznej piękniejszej i tej pięknej inaczej – płci. No i te modele z pewnością wszyscy uczestnicy dowieźli do domów w stanie nienaruszonym.
Tego dnia wielbiciele pudełek mogli jeszcze złożyć z Wojtkiem Bogaczem gwiaździste pudełko Robina Glyna, a z Agnieszką Gołembiewską spiralne pudełko T.Fuse. Ci natomiast, którzy nadal chętnie korzystają z usług Poczty Polskiej, lub po prostu uważają, że nawet przekazując komuś kartkę z informacją należy tą informację ładnie zapakować, mieli możliwość składać koperty. Najpierw z Ireną Horodecką (szczególnie podobała się koperta Keiji Kitamura), potem z Bolkiem – jego autorskie modele. Po zakończonej pracy Bolek z wielką przyjemnością składał na nich swój podpis i wpisywał dedykacje.
No i jeszcze jeden warsztat tego dnia z Joanem. Składaliśmy te modele, o których Joan opowiadał przed południem. Złożyliśmy ich kilka. Były to m.in. papierowe serwetki (Mattias Giegher.) z 1639 r. i jeźdźca na koniku (Adolf Senff 1785-1863). Składanie każdej figurki okraszone było jakąś interesującą, wesołą lub bardzo wesołą historyjką. Były też buty do trumny. Ich składaniu towarzyszyła „Ostatnia posługa”, stara (choć jak się okazało wszystkim znana) piosenka M. Zembatego. Joan nieco się dziwił, bo melodia znana, wcale niewesoła, a tu nagle wesoły chór śpiewa, bez cienia smutku na twarzy. Ten warsztat miał tyleż samo składających co i widzów i jak wszystkim pozostałym, towarzyszyły mu gromkie wybuchy śmiechu.
No i kolejne nocne free folding. Były kwiaty i wazony, motylki, konik morski, bardzo dużo łabędzi, a nawet tradycyjne japońskie modele … właściwie to trudno powiedzieć czego nie było. Składaniu towarzyszyły dowcipy opowiadane przez Marcina i Artura. Grzesiek nieźle się nagimnastykował tłumacząc je i jednocześnie cenzurując. Była nauka węgierskiego, a jakby łamania języka było mało, Agnieszka i Ada nauczyły się od Ibolyi słynnego węgierskiego kanonu i razem, czysto, na dwa głosy wykonały go o piątej rano, po czym udały się na krótką drzemkę. W tym czasie Grzegorz, Lorah i Mark zasiadali jeszcze do róży Kawaski!
Wspinając się po całonocnym składaniu pod górę, do swego domku Mark powiedział, że jeszcze na żadnej imprezie origami nie kładł się spać wtedy, kiedy wstają ptaki.

Poniedziałek – po śniadaniu ;)

Ostatni już dzień pleneru. Do obiadu bardzo pracowity. Obejrzeliśmy film. Tomek Siwak nauczył składania jeszcze dwóch swoich modeli: latającego serduszka i ujmującej kaczuszki. Kaczusia śliczna i jak na Tomka wyjątkowo prosta. No i już na zakończenie Ela Udziela pokazała jak, na wiele sposobów, można (nie używając kleju) ozdobić proste pudełko z kwadratowej kartki papieru. W tym samym czasie Wojtek Burczyk prezentował „Koronkowe kokardki” zaprojektowane przez Krystynę.
I tak nasze trzydniowe warsztaty dobiegły do końca. Pozostał tylko ostatni wspólny obiad, podczas którego wręczono okolicznościowe dyplomy i pamiątki dla zagranicznych gości.
Bolek Gargol odczytał swoje rozważania natury filozoficznej i opowiadanie o perypetiach origamisty składającego bilet w autobusie. Wojtek Burczyk dokonał symbolicznego ostatniego zagięcia papieru i w ten sposób oficjalnie V Plener Origami przeszedł do historii.
Czekała nas jeszcze jedna miła niespodzianka: urodziny Agnieszki Waszak. Był szampan, życzenia, a potem już przyszedł czas na pożegnania. Rozstawaliśmy się życzeniem:

do zobaczenia za rok !!!

tekst: Bolesław Gargol, Agnieszka Gołembiewska, Elżbieta Udziela
oraz: Grzegorz Bubniak, Irena Horodecka, Irena Kowalczyk, Marcin Wołoszyn

Redakcja całości: Elżbieta Udziela.

Serdecznie dziękuję wszystkim współautorom tego tekstu za pomoc w spisaniu relacji. Mam nadzieję, że głosy tak wielu uczestników w pełni oddały klimat tego spotkania.

zdjęcia: Adam Szewczyk

Serdecznie dziękujemy:
– Wszystkim za obecność i wspaniałą atmosferę.
– Tym, którzy prowadzili warsztaty za trud włożony w ich przygotowanie.
– Joanowi Sallasowi, za książki, które ofiarował wszystkim uczestnikom i za wyjątkowe poczucie humoru.
To w dużej mierze za Jego sprawą śmiech był nieodłączną częścią tego pleneru.
– Rafałowi Sabatowi – redaktorowi naczelnemu strony www.origami.art.pl za objęcie pleneru patronatem medialnym.
– Grzegorzowi Bubniakowi za projekt nadruku na plenerowa koszulkę.
– Tomkowi Siwakowi za Muzę Origamię.
– Pani kierowniczce Elżbiecie Dubiel, oraz wszystkim pracownikom Ośrodka PZRI w Porębie za życzliwość, wyrozumiałość i zaufanie.
– Dorocie Twardosz i WSZYSTKIM, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do organizacji pleneru za pomoc.
Były też drobne niedociągnięcia i mamy tych niedociągnięć świadomość. Mamy też jednak nadzieję, że poziom warsztatów i atmosfera panująca na plenerze sprawiły, że ogromna większość uczestników wyjechała zadowolona i że wielu z nich zechce być z nami za rok – czego sobie i Wam z całego serca życzymy.

Organizatorzy: Ela Udziela i Ada Zawadzka, Krystyna i Wojtciech Burczyk

Refleksje uczestników

Plener był super, bo nie musiałam tłumaczyć co to jest origami, dlaczego się tym zajmuję i co mi to daje. Program był tak bogaty, że chyba każdy m u s i a ł w y b i e r a ć. Państwo Burczykowie uwzględnili moje wcześniej zgłaszane zapotrzebowanie i … zrobiłam ruszające się sześciany, bryłkę zmodyfikowanej snapologii, nowe pudełeczka, a z czego jestem szczególnie dumna – potrafię skladać różę Kawasaki. Pan Artur pokazał nam składanie tej róży, ale ja dopiero w domu sprawdziłam ile pamiętam i najważniejsze: p o t r a f i ę. Pod okiem Ady zakosztowałam składanie sowy z chińskiego modułu. Na pewno było to dla mnie pouczające doświadczenie, zwłaszcza „odwracanie ” formy w początkowym etapie.
Irena Horodecka

Pierwszy raz byłam na spotkaniu w Porębie w zeszłym roku (2005) więc kiedy przeczytałam program V Pleneru Origami od razu zdecydowałam się jechać tam jeszcze raz. To jest „rodzinne spotkanie” około 40 uczestników. Zakwaterowanie jest doskonałe, ceny niskie, a co najważniejsze właściciele są bardzo mili i przyjacielscy. Było to baaardzo długie składanie. Nauczyłam się wielu interesujących rzeczy o historii origami i sposobach jego nauczania. Wszyscy poznali mnóstwo nowych modeli od siebie nawzajem. To było jedno z najlepszych spotkań w moim życiu. Mam nadzieję, że spotkamy się w Porębie za rok.
Tuzy Ibolya(Tłumaczenie Ł. Udziela)

Byłam zdumiona talentem uczestników polskiego spotkania origami. Nigdy dotąd nie widziałam tylu skomplikowanych modeli jak również nie spotkałam tylu ludzi mających w swoim dorobku własne modele (w większości bardzo skomplikowane). Chociaż moje umiejętności nie osiągnęły jeszcze takiego poziomu, żebym była w stanie złożyć coś super złożonego to przyjemnie było przyglądać się jak inni składają takie skomplikowane dzieła. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam na żywo koi i żółwia Langa. W spotkaniu uczestniczył Tomasz Siwak, o którym wcześniej nie słyszałam, a który to powinien cieszyć się sławą za swoje eleganckie projekty.

Poza wieloma pięknymi modułowymi modelami było bardzo miło poznać takie techniki papierniczego rzemiosła jak decoupage czy quilling. Nauczyłam się też wreszcie róży Kawasaki (coś czego chciałam się nauczyć przez długi czas). Od tego momentu składam jedną za drugą i rozdaję.

Jakby zabawy było mało Joan Sallas nie pozwolił nikomu przestać się śmiać. Pomijając fakt, kiedy to Ela chciała mnie pocałować gdy poprosiłam ją o klucze do pokoju, komunikowanie nie było większym problemem. Oczywiście nie miałam pojęcia o czym ludzie mówili przez większość czasu i nie jestem też pewna czy wszyscy wiedzieli co ja mówiłam ale to nie miało większego znaczenia. Byliśmy w stanie tworzyć razem modele origami i uczyć się nawzajem wykorzystując origami jako nasz wspólny język i to było najważniejsze.
Lorah Gross (Tłumaczenie: G.Bubniak)

Plener w Porębie był moim pierwszym, poważnym spotkaniem ze sztuką origami. Owszem, zdarzało mi się wcześniej (i to dość często) składać papier, ale nie na taką skalęPobyt w górach był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Złożyło się na to kilka istotnych czynników:
– Niesamowicie przyjazna atmosfera. Z wszystkimi widziałam się po raz pierwszy, a czułam jakbyśmy znali się od dawna. Niemal wszyscy mieli coś ciekawego do powiedzenia, zademonstrowania, chętnie dzielili się własnymi doświadczeniami.
– Nauczyłam się wielu ciekawych modeli. Już pierwszego dnia po powrocie chciałam je wszystkie pokazać moim bliskim, znajomym i dzieciom, z którymi pracuje. Niestety było to nie realne, ponieważ, było tego dużo. Ale to bardzo dobrze, bo teraz prawie każdego dnia zaskakuję czymś nowym Oprócz super modeli poznałam inne techniki np. DECUPAQE, który bardzo dobrze sprawdza się w przedszkolu.
– Nie bez znaczenia było też położenie ośrodka. Bardzo piękne krajobrazy, wokół szum strumyka 24/ h/dobę- bardzo na mnie działały, mogłam, choć na chwilę zapomnieć o codziennych sprawach i całkowicie poświęcić się sztuce origami. Pomógł mi również brak zasięgu sieci komórkowej.
Jak na razie piszę o samych zaletach Pleneru, a co z wadami? Udało się znaleźć jedną, ale bardzo istotną, a mianowicie spotkanie trwało zbyt krótko!!! Dziękuje, za to, że, dołożyliście wszelkich starań, abym wróciła z stamtąd taka szczęśliwa, zadowolona i gotowa do wdrażania nowych pomysłów.
Aga Waszak

Co sprawia, że raz do roku światek origami z całej Polski (i nie tylko) spotyka się w tym odciętym od świata i od zasięgu telefonii komórkowej miejscu, spędzając trzy dni na z pozoru bezużytecznym zajęciu, jakim jest składanie papieru? Czy piękna sceneria? A może talent organizatorski organizatorów? Lub chęć nauczenia się składać jeszcze jednej fajnej figurki? Czyż wszystko nie zostało już wcześniej wymyślone? Usłyszeliśmy tutaj dowody na to, że origami jest stare jak papier, który z kolei jest wytworem cywilizacji. Już kilka cywilizacji przemknęło niczym meteory na tle niewzruszonego nieba naszej planety. Dokąd zmierzamy my wszyscy – kosmiczni Robinsonowie zamieszkujący tę maleńką łupinę zwaną Ziemią? Jedno jest pewne – nikt z nas nie jest samotną wyspą, czego dowodem jest nasza obecność tutaj: młodsi i starsi, mężczyźni i kobiety, mówiący obcymi językami i ci, dla których języki obce są obce; pochodzący z wielu stron Polski i świata. Jesteśmy modelowym przykładem tego, że jeśli znajdzie się choć jedna rzecz, która łączy ludzi, to ta rzecz zjednoczy ich i w końcu zgromadzi w jedno miejsce. Origami jest dla nas taką rzeczą, jest jednak jedynie symbolem i przedsmakiem tego, że w końcu nadejdzie dzień, w którym wszyscy ludzie na Ziemi zjednoczą się w imię Pokoju. A tymczasem już za chwilę powrócimy do naszych domów, zakładów pracy lub uczelni i życzyłbym sobie i Wam wszystkim, by idea jedności mimo różnic towarzyszyła nam wszędzie, dokądkolwiek pójdziemy
Bolesław Gargol

I już na koniec nieco humorystyczna przestroga przed tym, co może się przytrafić każdemu z nas, jeśli chcielibyśmy w cielić w codzienne życie wyniesiony stąd nawyk składania wszystkiego co wpadnie nam w ręce, a co choć trochę wygląda jak papier…

Origamista w obliczu prawa
” – Poproszę bilet”, zwróciłem się do pani w kiosku i po chwili trzymałem w ręce prostokątny kawałek papieru o stosunkach boków 1:2. „Cudowna proporcja”- zachwyciłem się w myśli przypominając sobie, że Lang złożył z takiego prostokąta figurkę jelonka. Wsiadłem do autobusu, skasowałem bilet i usadowiłem się na obskurnym nieco siedzeniu. Miałem tylko dziesięć minut na wymyślenie nowej figurki origami, bo tyle czasu trwało dojechanie do docelowego przystanku. Postanowiłem wymyślić jakiegoś ptaka. „Może być kanarek” – zdecydowałem. Po dwóch minutach wybrałem bazę, z której metodą prób i błędów wyłaniały się skrzydła, nogi, ogon i dziób. Uśmiechnąłem się na koniec, gdy okazało się, że mój kanarek po pociągnięciu za ogon porusza skrzydłami.
„- Dzień dobry, kontrola biletów!”- odezwał się znienacka osobnik, której znana mi dobrze z przeszłości twarz okalał zawodowy uśmiech.
– Proszę bardzo! – wręczyłem mu bilet.
– Co to jest?!
– To jest…kanarek! – odparłem niewinnie. Twarz kontrolera zrobiła się purpurowa ze złości.
– Pozwoli pan ze mną!
Posłusznie poszedłem i kontroler wskazał mi palcem na tablicę Regulaminu Przewozu Pasażerów, z którego przeczytał głośno:
– Za nieważny uważa się bilet zniszczony…
– Czy uważa pan, że origami jest sztuką niszczenia papieru?
– A co to jest origami?
– Origami to dalekowschodnia sztuka składania papieru. Już starożytni Chińczycy…- zacząłem wykład, ale został on brutalnie przerwany wyuczonym okrzykiem bojowym kontrolera:
– Dokumenty poproszę!
– Mam tylko legitymację członka Polskiego Towarzystwa Origami
– Nie wiem, co to jest to całe origami i nie chcę tego wiedzieć! Pojedzie pan ze mną na komisariat policji!
– Z przyjemnością!
*
– „Kapitan Żbik” – przeczytałem na drzwiach w komisariacie zatrzymując się przy nich, ale w tej samej chwili kontroler popchnął mnie do środka. Kapitan, który siedział za biurkiem w lot pojął tragizm sytuacji i zapytał mnie o tożsamość. Podałem mu swoją legitymację.
– „Polskie Towarzystwo Origami”- przeczytał ze zdziwieniem, a na jego twarzy zagościł uśmiech – Wie pan, moje dzieci uwielbiają składać. Może pan coś zademonstrować?
Kontroler bez słowa podsunął mu mojego kanarka
– Ha, ha, dobry żart – zaśmiał się kapitan i zaśmiał się jeszcze głośniej, gdy zademonstrowałem mu, jak kanarek porusza skrzydłami. Następnie rozłożyłem bilet i ze skasowanego na nim numeru odczytałem godzinę, datę, a nawet numer autobusu.
– Czy to się zgadza? – zwrócił się kapitan do kontrolera
– Cóż…
– Tak, czy nie? – kapitan nalegał
– Tak
– Wobec tego jest pan wolny – powiedział kapitan zwracając mi legitymację
– A co ze mną? – zapytał niezdecydowanie kontroler
– A pana należałoby wysłać na dłuższy odpoczynek…najlepiej na Wyspy Kanaryjskie!

P.S.
Opowiadanie do należy do gatunku science fiction z kilku powodów: po pierwsze staram się nie składać biletu, zanim nie wysiądę z autobusu w którym go skasowałem. Po drugie, nie istnieje jeszcze legitymacja PTO. Po trzecie zaś, dochody polskich kontrolerów raczej nie pozwalają na odpoczynek na Wyspach Kanaryjskich.
I nigdy nie złożyłem kanarka.
Bolesław Gargol

Muzy w Porębie

Origami to sztuka. Opiekunkami sztuki są Muzy. W sztuce origami jest wiele z tego co Muzy cenią najbardziej: spójność, harmonia, ład, dynamika, a przede wszystkim pasja ludzi tą sztukę tworzących. W naszym gronie także jest coraz więcej ludzi, którym sztuka, i to nie tylko sztuka origami jest bardzo bliska. Każdy artysta na swój sposób stara się zabiegać o względy i przychylność Muz. Tak robił to poeta Leopold Staff:

DO MUZY
Mam pewność niezachwianą, wierzę uroczyście,
Muzo, com ci nie przestał służyć i hołdować,
Że mi się kiedyś, cudna, zjawisz osobiście,.
Ażeby mi za trudy moje podziękować.

Lub może twa uraza skargę mi wytoczy,
Żem nie był ciekaw ciebie, natchnień mych przyczyno,
Albowiem nie widziałem cię nigdy na oczy
I nie wiem, czy brunetką jesteś, czy blondyną.

Powód jest, ale – przebacz! – nie lubię się smucić.
Chociaż bez ciebie, boska, lecz dla ciebie żyję.
Więc przybądź i jeżeli chcesz mi co zarzucić,
Zarzuć mi ręce na szyję.

Już w ubiegłym roku dostrzegłam w Porębie obecność Muz. Nie żeby one tam były zawsze (choć warunki sprzyjające, bo miejsce piękne i jest nawet źródło). Zjawiają się wraz z uczestnikami pleneru, a ich wdzięczna obecność odczuwalna jest przez cały czas pobytu. Dziwić więc może fakt, że w kręgu zainteresowania żadnej z dziewięciu Muz nie znalazł się papier. Atrybutem jednej z nich (Klio) jest wprawdzie papirus, ale zwinięty, nie poskładany. Pomyślałam, dlaczego by więc nie powołać do życia nowej Muzy:

Życzenie

To było dawno. Przed wiekami.
Dokładnej daty jednak nie znamy.
Na Helikonie, gdzieś w pięknym gaju ukryte,
trysnęło źródło, kopytem Pegaza z ziemi wydobyte.
U źródła tego, pod wodzą Apollina
gromada Muz zasiada miła.
I jak mówią greckie mity,
ich urok jest niesamowity.
Dziewięć pięknych córek Zeusa
do dziś zwykłych śmiertelników wzrusza.
Ich matką, bóstwo pamięci Mnemosyne,
więc pamięć o nich pewnie nigdy nie zaginie.
Są owocem dziewięciu miłosnych nocy.
I potem już nic. Historia dalej się toczy….
….wiek za wiekiem mija,
a rodzina się nie rozwija.

Są tacy co mówią,
że najbardziej opera podoba się Muzom.
Choć tu już w nazewnictwie niejakie są zawirowania,
bo na przykład operetka, jest Podkasaną Muzą zwana.
A jeszcze mówią niektórzy ludzie
o jakiejś z lekka Lekkiej Muzie.
I w związku z tym, tak mówiąc między nami,
tu pojawiają się również kłopoty z datami.
A w historii to raczej się nie zdarza,
by nie trzymały się one ściśle kalendarza.
Dziesiąta Muza bowiem to Kino
(jest Muza imieniem Klio
więc Kino też może być dziewczyną).
Jedenastą Muzą, Telewizję ochrzczono.
Wielbicieli ma ona dosyć liczne grono.
Często sporo z nią kłopotu,
bo bywa całkiem bez polotu.
A dwunastą jak głosi fama,
podobno ma zostać Reklama.

Zauważyliście już pewnie sami,
że nic nie mówią Muzy o sztuce origami.
A od wieków nie tylko w Azji króluje
i na własną Muzę w pełni zasługuje.
Może już jest Muza ORIGAMIA,
Dotąd skrzętnie gdzieś skrywana
I dlatego nie była światu znana?
A jeśli nie, to chodzi mi taka myśl po głowie:
wszak nie starzeją się bogowie,
a myślę, że i życzeniem jest Apollina,
by Zeusowi znów powiększyła się rodzina.
By mu przybyła jeszcze jedna córka cudna
I razem z siostrami zasiadła u źródła.
A jako atrybut ŻURAW tej Muzie powinien być dany,
bo wszystkim miłośnikom origami na świecie jest znany.

I niech to właśnie ona
zarzuci mi ręce na ramiona

Wielu artystów, w przeróżnych technikach tworzyło wizerunki Muz. Origamia mogła być oczywiście tylko z papieru. Zaproponowałam więc Tomkowi Siwakowi jej „zmaterializowanie”. Zadanie brzmiało: ma być piękna, ma trzymać w dłoni żurawia i najlepiej aby była z jednej kartki papieru. Zgodził się bez wahania. Za kilka dni pierwsza wersja była gotowa. Nie do końca jednak odpowiadała moim o niej wyobrażeniom: trochę tłuściutka, niezbyt wysoka, a w dłoni trzymała ledwie bazę ptaka.
Jednak to co pokazał mi Tomek podczas naszego kolejnego spotkania sprawiło, że zaniemówiłam z wrażenia. Po pierwsze, nad urodą Origamii: była wysoka, smukła, w zwiewnej szacie, a w dłoni trzymała prawdziwego żurawia. Po drugie, nad talentem jej twórcy. Tak więc Muza Origamia stała się faktem, a ja i Tomek śmiało możemy się uważać za jej rodziców chrzestnych.
Figurka Muzy jest kolejnym dowodem na to, że z papieru można zrobić wszystko i że to „wszystko” Tomek zrobić potrafi.
Myślę, że jej wizerunek z powodzeniem można domalować do obrazu B.Peruzziego „Muzy tańczące z Apollinem” i nie zburzy on jego harmonii.

Muzy tańczące z Apollinem
Obraz Baldassare Peruzzi – Muzy tańczące z Apollinem

Elżbieta Udziela

P.S.
Za rok musimy jeszcze zadbać o muzyczną stronę imprezy. Mając tylu utalentowanych muzycznie plenerowiczów, nierozsądne by było tę sferę zaniedbać. Kto wie, może oprócz rymów pojawią się tez jakieś nuty. Nie będzie to z pewnością nic w stylu „Symfonii Origami” Pola Jacksona, bo i klimaty zdecydowanie mniej poważne, ale kto wie…, bo jak powiedział Bolek G. „zaiste talenty są naszym bogactwem”.

Plener we fraszkach

Jeżeli ktoś zabiera się za składanie figurki i ze zrozumieniem przygląda się skomplikowanej siatce zgięć, lub zdecydowanymi ruchami łączy wielomodułową bryłkę, to możemy powiedzieć, że ma wyobraźnię przestrzenną.

O Adzie, która przed plenerem usiłowała wyobrazić sobie Joana Sallasa można powiedzieć, ze ma wyobraźnię … bujną.
/Ela/

Przed plenerem – jaki będzie??
Hiszpan z Niemiec
To mieszanka nie do pogodzenia
Ordnung mus sein czy flamenco
Wyjdzie teraz z cienia???
Ustalić chcę to wreszcie raz:
Her Sallas to, czy don Sallas?

Po plenerze – jaki jest
Już wiem, że Joan to barwna postać.
Każdy by chciał z nim jak najdłużej zostać.
Mądry, dowcipny, przeuroczy
I takie piękne czarne ma oczy.
……
Joan mnie zafascynował.
Jestem nim oczarowana
Chcę z nim składać kapelusze
Do białego rana
/Ada/

Podziękowania
dla Wojtka i Krystyny
za to, że właśnie Joana do Poręby zaprosili

Decoupage
Zmęczyło cię składanie?
Może wolisz malowanie?
To origami zamień …
na kamień.
/Ela/

Na Anię
Ania postać mało znana
Postać z grona tajemniczych
Składa kwiaty, uczy chemii
A jej zalet wprost nie zliczysz
/Ada/

No i nasza miła Anka
Wszelkie cnoty ma baranka:
cicha, grzeczna, miła…
Jak ubodzie będzie chryja
/Ela/

Na Izę
Iza, zwinna, gibka, szybka.
Jak żyjąca w wodzie rybka.
Dom, mąż, dzieci, szkoła…
A przy tym wesoła.
Szybko mówi, szybko składa,
Ale z każdym się dogada!
/Ada, Ela/

Na siebie samą
Origami i flamenco
dwie skrajne kultury.
Bliźniak może to pogodzić?
Lecz który jest który?
………….

Różne osoby, kultura, postać
Którą naprawdę chciałabym zostać?
Prostota wschodu
Czy temperament?
Wachlarz, koronki, czy wiśni kwiat?
To tylko bliźniak potrafi wybrać,
Z którą kulturą być za pan brat?
/Ada/

Ada
Wiele talentów posiada.
Poza origami jeszcze fraszki składa.
/Ela/
Na Adama
Ta postać z ptaków jest znana.
Zaprojektował kormorana ….
Więc i pokazać tego ptaszka
To dla niego fraszka
/Ela, Ada/

Origami użytkowe
Kiedy jest co wypić, ale nie ma „szkła”
Trzeba złożyć kubek i wypić do dna!
/Ada/

Kreator i origami użytkowe
(na Tomka S z Kędzierzyna)
Pomimo późnej pory
Kreator nie był znużony.

Wziął w dłoń kubek …

chwilę nad nim medytował
i zgrabną nóżkę wykreował.
Od razu kubek był bardziej szklany,
a szlachetniejszy – trunek weń wlany

Potrafi wymyślić wszystko: jeża, karpia i choinkę,
Bukiet kwiatów, a ostatnio nawet cud-dziewczynkę.
Wyszedł by mu pewnie i indiański wódz,
bo dla Tomka chcieć – to móc!

A Tomkowi to może wreszcie
i jakąś „szpilkę” wbiję,
bo tak chwalę i chwalę,
w końcu mu palma odbije J
/Ela/

Na Tomka S (z Lublina)

Dobrze nam było z Tomkiem,
ale on … tęsknił za domkiem.
I taki był stęskniony,
że już w niedzielę wrócił do żony.
/Ela/
Na Grzesia
Bardzo lubią niektóre panie
Z Grzesiem nocne składanie.
Ze swadą i z wdziękiem podpowiada
Co złożyć, a czego składać nie wypada.
I od lat kilku, dziwna sprawa,
W czasie składania „3 element” się pojawia:
trzeciej nóżki szukamy, albo się zastanawiamy,
czy to na pewno trąba wisi między kłami.
/Ela/

Kiedy przychodzi późna godzina
Grzesio owady składać zaczyna
/Ada/

Na Elę
Nieduża, szczuplutka,
O maleńkich nóżkach
Każdemu pomoże …
Chroń ją o mój Boże
/Ada/

Silna grupa
Najliczniejsza na plenerze była
Ekipa z okolic Szczecina.
/Ela/

Na Rafała
Spacerował, jaszczurki obserwował,
agitował, bólem zęba się frasował.
Do domu wracał zmoczony
i mocno spóźniony.
W nocy jeździł taksówkami.
Za kurs płacił … bryłkami z origami
/Ela/

Na Agusię
Była z nami też Agnieszka
(ta co w mieście Łodzi mieszka)
Postać wcale niebanalna:
wesoła i muzykalna.
Nic jej śmiechu nie powstrzyma,
W noc się niesie jak … lawina J
/Ela/

Dowcipy i cenzura
Artur z Marcinem, bez różnicy,
wczesna, czy też późna pora,
dowcipami sypali
z wciąż pełnego wora.
Grzesiowi, tłumacza przypadła rola
i polskich kawałów cenzora.
Na taki pomysł
Nie wpadł by pewnie Chuck Norris
/Ela/

Lorah
Pewnie na dłoniach miała odgniatki
Od kolejnej złożonej kolczatki.
Cały plener je składała,
a potem wszystkie rozdała.

Po plenerze:
Jak widać kształcą podróże.
Teraz Lorah rozdaje róże.
/Ela/

Mark,
Piękna jest pantera!
Może to Bagheera?
Artur, Piotr, Adam, Sławek czy Grześ?
Ty to najlepiej wiesz,
i sam zdecyduj, który
dał jej najostrzejsze zęby i pazury.
/Ela/

Ibolya
Znany Polakom i Węgrom dwuwiersz
po polsku recytuje
i jeszcze o świcie z Adą i Agnieszką
kanony wyśpiewuje!
/Ela/

Na plenerze
Pracują ręce
możliwie jak najwięcej
/Ada/

Radość

W radosnej atmosferze
Każdy model złożyć mogę
Chociaż trąby , czułki, nóżki,
Wciąż mi wchodzą w drogę.
/Ada/

Szukanie zasięgu – instrukcja
(może warto zapamietać?)
Dojdź do domku przedostatniego!
Zatrzymaj się koło niego!
Teraz wykonaj w lewo zwrot!
Do przodu zrób jeden, drugi.. i dziesiąty krok…
… może złapiesz tutaj upragnioną falę,
która ułatwi ci ze światem komunikowanie.
/Ela/

Po plenerze
(dla Teresy)
Nie wszyscy po plenerze
do domu pojechali.
Byli tacy, co w Porębie
kilka dni zostali!

A co robili?
Pracowników ośrodka
Origami uczyli!

Niezbyt to nam dobrze
Na przyszłość rokuje.
Za rok może się okazać,
że na talerzu zamiast mięska
papierowy ptaszek wyląduje.

Panie w kuchni
już teraz eksperymentowały
i origami z koła składały!
Naszym koleżankom
naleśników nasmażyły.

Serem smarowały,
dwa razy na pół składały!

© 2006 – 2010, www.origami.art.pl. All rights reserved.

Dodaj swój komentarz


osiem + = 13

Relacje

Tego działu nie trzeba reklamować. Wszystko cokolwiek dzieje się z Waszej inicjatywy, a co ma związek z interesującą nas sztuką origami, słowem relacje o wydarzeniach, wystawach czy konkursach znajdzie swoje miejsce w tym właśnie dziale. Chcemy go nieustannie rozwijać, oczekujemy również na prace od osób, które do tej pory nie były związane z naszym serwisem. Dział ma za zadanie rozpowszechnić każdą działalność służącą rozwojowi sztuki origami w Polsce.

Popularne artykuły

OrigamiArt na Facebooku

UserOnline

17 Użytkowników online
Silnik wordpress WordPress
banner