|
V Plener Origami - Poreba 2006
Ośrodek Przedsiębiorstwa Zmechanizowanych Robót
Inżynieryjnych "Kamiennik", w Porębie
to takie miejsce, gdzie diabeł mówi "dobranoc".
Aby do niego dotrzeć trzeba wysiąść na ostatnim
przystanku - dalej zresztą autobus już nie ma
gdzie jechać - i iść wąską drogą w górę przez
wieś. Im wyżej, tym mniej domów. Potem już tylko
z jednej strony szumi strumyk, a z drugiej szumi
las. Jeszcze parę kroków .. i jesteście na miejscu.
Uczestnicy
Jako, ze to V, jubileuszowy Plener, marzeniem
organizatorów było, aby wszystko było na "5-kę"
i aby na plener przyjechało 55-ciu uczestników.
Przypadek sprawił, że właściwie tak się stało.
W ostatniej chwili zrezygnowało 5 (!) osób. Na
liście zostało 55 dorosłych osób + 14 miesięczny
Kubuś Narloch. Kubuś już po raz drugi uczestniczył
w plenerze. Do wszystkich ślicznie się uśmiechał
i z wielkim zapałem miął serwetki i zginał papierowe
tacki. Trudno Go więc nie potraktować jako pełnoprawnego
uczestnika. Ale zostawmy rachunki....
Przyjechali miłośnicy origami z całego kraju.
Mieliśmy również gości zagranicznych. Była z
nami Lorah Gross (USA), Mark Leonard (Wielka Brytania)
i trzy osoby z Węgier. Ibolya Tuzy, już po raz
drugi była uczestniczką pleneru. Jej mąż Balazs
i Maria Nemeth towarzyszyli nam tylko wieczorami
- w ciągu dnia podziwiali uroki Krakowa i okolic.
Gościem specjalnym V Pleneru był Joan Sallas -
Katalończyk, stale mieszkający w Niemczech. Jako,
że był gościem specjalnym na plenerze pracował
najciężej i warsztaty prowadził codziennie, kilka
razy dziennie J
23 osoby, były na plenerze po raz pierwszy. Pozostali,
to stali bywalcy, a pięć (!) z nich uczestniczyło
we wszystkich dotychczasowych plenerach.
Plener pokazał jak wielu ludzi w Polsce składa
origami i jak bardzo w związku z tym potrzebne
są tego typu imprezy i szeroko dostępna o nich
informacja.
Program:
Program jak zwykle w czasie pleneru nieco się
zmieniał. Jedne warsztaty wypadały, dochodziły
inne. Już do tradycji wszedł zwyczaj, że free
folding odbywa się przez cały czas jego trwania.
I są tacy uczestniczy, którzy na tą formę składania
poświęcają 2/3 swojego plenerowego czasu.
.
Piątek
Dla wielu osób plener zaczął się już w piątkowe
popołudnie. Zebrała się całkiem spora grupka plenerowiczów
z odleglejszych rejonów naszego kraju. Przyjechali
Węgrzy. Udało nam się też odnaleźć w Krakowie
i przywieźć do Poręby Amerykankę Lorah Gross.
Lorah zgodnie z umową wymachiwała czerwonym żurawiem
pod jednym z krakowskich supermarketów.
Po pierwszych, jakże radosnych powitaniach rozpoczęliśmy
... składanie. "Bohaterem" wieczoru
był moduł Sonobe, oraz przeróżne jego modyfikacje,
a nauczycielem Tomek Smołka. Lori pokazała nam
kilka modułów z ksiązki T.Fuse "Floral Globe".
W międzyczasie Iza Ralska (spędziła z nami tylko
ten jeden wieczór) składała miniaturowe Różyczki
Kawasaki (Iza składa tak szybko, że zwykle coś
jeszcze robi w tzw. "międzyczasie")
, a Lorah moduły do kolczatki T.Fuse. Był piękny,
ciepły wieczór, zaliczyliśmy więc nawet spacer
w ciemnościach. Ten pierwszy wieczór zakończył
około trzeciej nad ranem.
Sobota
Niestety rano nie obudziło nas słonko, przez chwilę
nieśmiało przedzierało się przez chmury, ale widać
było ich zbyt wiele Mimo to w pogodnych nastrojach
oczekiwaliśmy na przybycie kolejnych uczestników.
Przygotowaliśmy stanowiska do pracy (tym razem
niestety pod dachem), segregowaliśmy materiały
dla uczestników, no i oczywiście byli tacy, którzy
nie czekając na oficjalne otwarcie imprezy od
samego rana ani na chwilę nie rozstawali się z
papierem.
Przygotowaliśmy również pomieszczenie na wystawę.
Jak co roku znalazło się na niej wiele pięknych
modeli. Każdy mógł dołączyć do miej modele przez
siebie wykonane. Jak zwykle były to modele światowych
kreatorów origami (niektóre zapierające dech w
piersiach, jeśli chodzi o kunszt i precyzję wykonania)
i autorskie modele uczestników pleneru. Swoje
projekty zaprezentowali: Artur Biernacki, Grzegorz
Bubniak, Krystyna Burczyk, Bolek Gargol, Irena
Horodecka, Irena Kowalczyk, Mark Leonard, Halina
Rościszewska-Narloch, Joan Sallas, Tomek Siwak,
Adam Szewczyk, Ela Udziela i Ada Zawadzka.
Około południa Wojtek Burczyk dokonał oficjalnego
otwarcia imprezy, a na ścianie pojawiła się tablica
informacyjna z planem warsztatów. Równocześnie
odbywały się trzy, a nawet cztery warsztaty. Ten
czwarty to free folding (od świtu do świtu).Wiele
osób miało więc problemy z odnalezieniem swojego
miejsca, chciały być wszędzie - ale niestety trzeba
było wybierać.
Ela Udziela uczyła swojego ozdobnego pudełka z
sześciokąta. Jak się okazało, ma ono dość istotną
dla pudełka właściwość - jest odporne na zgniatanie
i dla Ireny Kowalczyk było jedynym modelem, który
dowiozła do domu w stanie nieuszkodzonym.
Grześ Bubniak tym, którzy lubią czytać, pokazał
zaprojektowane przez siebie zakładki do książek:
motylka, sowę i słonia. Wtedy jeszcze biedny nie
wiedział, że czytać lubią wszyscy i nim plener
się skończy będzie musiał powtórzyć te zajęcia
aż cztery razy.
Tego dnia Grzesiu uczył jeszcze dwóch swoich autorskim
modeli: modułowego pierścienia i spiralnej gwiazdki
z 6 modułów. Modele efektowne i z pozoru wydawały
się proste do złożenia. Chętnych do składania
było więc sporo. Tylko nie było wiadomo dlaczego
Grześ tak tajemniczo się uśmiecha. Już za parę
minut wszyscy składający zrozumieli, że pozory
mylą.
Agnieszka Kwaśniak uczyła składania "Poczty
lotniczej" H.Takashiego, czyli po prostu
koperty ze skrzydełkami. To piękna i prosta figurka,
która wszystkim składającym sprawiła wiele radości.
Artur Biernacki - to już niemal tradycja - uczył
natomiast róży Kawasaki. Niektórzy podejrzewają,
że jest to najprostszy model, jaki zna Artur i
dlatego tak chętnie prezentuje go w Porębie.
Prawdziwą zabawę zafundował nam Joan Sallas: zaprosił
na składanie turbanu. Atrakcyjne zajęcia, pełne
śmiechu, anegdot i zabawnych komentarzy przyciągnęły
tylu uczestników, ile metrów kwadratowych papieru
dało się pomieścić na podłodze sali, w której
odbywał się warsztat. Turban pasował na każdą
głowę, choć na męskich prezentował się zdecydowanie
korzystniej.
Ten turban to był na rozgrzewkę. Po nabraniu wprawy,
tym razem w kilkuosobowej grupie pod kierownictwem
Joana złożyliśmy jego GIGANTYCZNY kapelusz słoneczny
z "kartki" o wymiarach - bagatelka -
6 x 6 metrów (taką kartkę naprawdę można sobie
przygotować:). Dla uczestników tego warsztatu
było to zupełnie nowe doświadczenie, przypominało
bardziej składanie wielkiej konstrukcji. Bardzo
ważne elementy tego przedsięwzięcia: kolejność
(nie zawsze istotna aż tak bardzo w klasycznym
składaniu), współpraca zespołowa i jej właściwe
zsynchronizowanie, a nawet właściwe ułożenie modelu
na podłodze. Również nowym elementem było zmęczenie
i trochę obolałe palce i kolana. Przydatna okazała
się umiejętność robienia szpagatów, uników, padów
- czyli ogólnie, dobra sprawność fizyczna. Obracanie
modelu na drugą stronę było znacznie bardziej
skomplikowane niż wykonywanie zagięć. Pomimo tak
dużej wielkości i grubości zastosowanego papieru
trzeba było być naprawdę delikatnym (tak jak tradycyjnie).
Ciężka praca, ale efekt!!! Szkoda tylko, że słońca
nie było.
Tego popołudnia wszyscy chętni mogli jeszcze z
Krystyną Burczyk złożyć ruszające się sześciany
H.Strobla, a korzystając z fachowych porad Ireny
Kowalczyk wykonać okolicznościową kartkę techniką
teabags folding, iris folding (ta technika najbardziej
podobała się uczestnikom warsztatu) lub guillingu.
Warsztat był bardzo starannie przygotowany, a
kartki zaprezentowane przez Irenę pełne smaku
i wyczucia kompozycji.
Wieczorem, po kolacji świętowaliśmy urodziny.
Solenizantem był nie kto jak sam Plener - obchodził
piąte urodziny. Punktem kulminacyjnym wieczoru
było pojawienie się ogromnego, znakomitego w smaku
i wyglądzie tortu, po którym "stąpała"
papierowa postać kobiety trzymającej w ręku żurawia.
Była to Muza Origamia. Muzę wymyśliła Ela Udziela
i napisała o niej wiersz., który wyrecytowała.
Autorem figurki jest Tomek Siwak, któremu udało
się tak pięknie tą wymyśloną przez Elę postać
"zmaterializować". Ale to nie koniec
niespodzianek. Zaraz potem Tomek Siwak zaprezentował
swojego pięknego słonecznika, oraz sposób jego
składania. Oj trudne to było zadanie! A składaliśmy
przy dźwiękach przygotowanego przez Krystynę i
Wojtka Burczyków podkładu muzycznego. Były to
piosenki "Słonecznik" w wykonaniu Wolnej
Grupy Bukowina, oraz "Merry Origami"
autorstwa Y&K Shumakov.
Kolejnym punktem programu miało być wykonanie
pod kierunkiem Ady Zawadzkiej wielkiej sowy z
modułów chińskich. Ada gorąco i z wdziękiem zachęcała
wszystkich do masowej produkcji modułów. I choć
nie byliśmy leniwi, nie udało się Jej zebrać na
tyle modułów, by złożyć zeń sowę. No i kolejna
niespodzianka przygotowana przez Krystyną i Wojtka
- można było trochę powspominać i na dużym ekranie
pooglądać zdjęcia z poprzednich plenerów. Był
to też taki czas, kiedy przy symbolicznej lampce
wina, podjadając ciasteczka (palce były trochę
tłuste, więc składać się nie dało) można było
wreszcie trochę się poznać i porozmawiać.
Tak wyglądał wieczór. Po wieczorze kolejna noc
i free folding. Ta forma spędzania czasu na plenerze
dla sporej grupy plenerowiczów (szczególnie panów),
była tym "co tygrysy lubią najbardziej".
To w nocy każdy mógł pokazać i nauczyć innych
swoich ulubionych modeli origami, można było powtórzyć
jakiś warsztat i co ciekawe nie zawsze robiły
to te same osoby, które warsztat prowadziły. Okazało
się bowiem, że Marcin Wołoszyn zapamiętał! całą
drogę składania turbanu. Złożył go raz jeszcze
z Agnieszką Gołembiewską z kartki 20 x 20 cm,
a co za tym idzie przerobili turban na naparstek,
można go było założyć na palec. I tak gawędziliśmy,
składając co popadnie do wczesnych godzin porannych.
I słowa uznania dla Grześka towarzyszył nam cały
czas i spisywał się godnie jako cierpliwy nauczyciel
i doskonały tłumacz języka angielskiego.
Niedziela
Spaliśmy krótko, ale szybko. Wszyscy w doskonałej
formie pojawili się na śniadaniu. Po śniadaniu
chyba każdy z uczestników jakiś czas spędził przy
stoisku z papierem firmy Gimar. Pan Marek Giżyński
zatroszczył się o to żebyśmy nie przywozili do
domów zabranych ze sobą pieniędzy.
Fani misternych robaczków pod kierunkiem Artura
składali osę "Vespid" Satoshi'ego
z siatki, a w ramach Sesji Origami i Edukacja
toczyła się dyskusja o problemach występujących
w trakcie uczenia origami. Dyskusję prowadzili
Krystyna Burczyk i Joan Sallas. I to był ten moment
pleneru, w którym wręcz niezbędna była dobra znajomość
języka angielskiego (by nie uronić ani słowa z
tego co mówił Joan), choć Wojtek Burczyk i Agnieszka
Kwaśniak bardzo się starali aby wszyscy uczestnicy
dobrze się nawzajem rozumieli.
No i tu okazało się też, że Joan to nie tylko
świetny origamista (składający i tworzący własne
wzory) o wielkim poczuciu humoru, ale także człowiek
o ogromnej wiedzy (na co dzień jest wykładowcą
uniwersytetu we Freiburgu), potrafiący tę wiedzę
w bardzo zajmujący sposób przekazać innym. Joan
podzielił się z nami wynikami swoich badań dotyczących
tradycji składania papieru. Wysłuchaliśmy wykładu
o historii origami. Dla wielu słuchaczy to co
powiedział przewróciło do góry nogami całą dotychczasową
wiedzę na ten temat. Bo jak się okazało Chińczykom
i Japończykom faktycznie zawdzięczamy bardzo wiele
jeśli chodzi o rozwój origami, ale Joan przedstawił
dowody na to, że origami jako takie nie przyszło
ze wschodu, ale samoistnie rozwijało się wszędzie
tam, gdzie pojawiał się papier. Tak więc już starożytni
Egipcjanie składali atlasy z papirusu, a w życiu
Europejczyków origami było obecne już prawie czterysta
lat temu. Nie był przy tym gołosłowny. Każdy z
nas mógł zapoznać się z literaturą i dokumentami,
które udało mu się zgromadzić....
....i wtedy pojawiła się Telewizja Kraków ....
Nakręcili o nas krótki reportaż, który już tego
samego dnia mogliśmy obejrzeć w świetlicowym odbiorniku
telewizyjnym. Nie wszystkich jednak udało się
namówić do oglądania TV, tak byli pochłonięci
składaniem. Być może mieli rację, bo przecież
po co oglądać coś, w czym uczestniczy się na żywo?
Wszyscy mogliśmy także uzupełnić swoją wiedzę
na temat rozwoju origami w Polsce. Agnieszka Kwaśniak
pisze pracę magisterską o origami i chętnie dzieliła
się z nami zdobytymi przez siebie informacjami.
Dodatkowo w plenerze uczestniczyły dwie osoby
z pierwszej grupy oficjalnie szkolonej w Warszawie
pod kierunkiem dr D. Kameckiej i J. Czajki, były
to panie Irena Horodecka i Alina Gieroba, one
również chętnie rozmawiały, nie tylko z Agnieszką.
Po obiedzie niestrudzony Joan znów nas zadziwił
i zabawił jednocześnie, gdy pokazał niezwykle
oryginalną metodę składania zwierzątek i przedmiotów
z ... rolek po papierze toaletowym. Jako, że warsztat
ten był zapowiedziany już wcześniej, prawie każdy
zaopatrzył się przed plenerem w kilka rolek. Prawdziwym
rekordzistą okazał się jednak Marcin Wołoszyn
przywiózł ich ... 180. Powiedzenie "zrobić
coś z niczego" jest w tym wypadku najwłaściwsze.
A zrobiliśmy: katapultę, żabę, rybę, nietoperza
i mysz. Na tą mysz, to nadają się tylko amerykańskie
rolki, bo są tak klejone, że da się z nich wymodelować
ogonek. Nadwyżki rolek się nie zmarnowały. Joan
zabrał je do swojej domowej kolekcji. Może wymyśli
coś, do czego właśnie te polskie nadają się najlepiej.
W tym samym czasie wielbiciele origami modułowego
mogli z Haliną Rościszewską-Narloch złożyć kulę
metodą snapologii (H.Strobl). Kule były tak imponujące,
że składał nawet Rafał Sabat, którego do wielbicieli
takiego origami zaliczyć przecież nie można.
Niesamowita czarna pantera (podobno istnieje też
jej wersja różowa) Marka Leonarda "wskoczyła"
w miejsce kuszy. Kuszę składaliśmy już bowiem
podczas pleneru w Myślenicach trzy lata temu.
Warsztaty trwały nie więcej jak godzinę. Nie znaczy
to wcale, że pod koniec warsztatów jego uczestnicy
mieli gotowego zwierzaka. Długo po ich zakończeniu
chodzili ze
swoimi panterkami próbując wymodelować satysfakcjonujący
kształt. A fachowcy od efektów specjalnych (Grzegorz
Bubniak, Piotr Pluta, Artur Biernacki, Adam Szewczyk
i Sławek Kozłowski) nie oparli się pokusie dorobienia
jej zębów i pazurów. Widać stąd jak prawdziwe
są słowa Marka Leonarda, że tak naprawdę składanie
zaczyna się tam, gdzie kończy się diagram.
Nie wszystkim udało się dopchać do stolika, gdzie
Ada Zawadzka pokazywała w jaki sposób można ozdabiać
różne przedmioty: pudełka, butelki, szklanki,
jajka motywami wyciętymi z papierowych serwetek.
Zadaniem uczestników było ozdobić pospolity, płaski
kamień techniką decoupage. Prace były naprawdę
piękne (szczególnie te z akcentem "morskim")
i na tyle zdumiewające, że Bolek Gargol żałował,
że nie opanował tej techniki szufladkując ją wcześniej
w kategorii "tylko dla kobiet". Szufladkowanie
takie ma jego zdaniem pewne podstawy racjonalne,
bo gdy obserwował udział kobiet w składaniu kwiatów
(ok. 100%), modułów (ok. 80%), oraz zwierząt (ok.
10%), to liczby te mówią jego zdaniem o specyfice
wrażliwości estetycznej piękniejszej i tej pięknej
inaczej - płci. No i te modele z pewnością wszyscy
uczestnicy dowieźli do domów w stanie nienaruszonym.
Tego dnia wielbiciele pudełek mogli jeszcze złożyć
z Wojtkiem Bogaczem gwiaździste pudełko Robina
Glyna, a z Agnieszką Gołembiewską spiralne pudełko
T.Fuse. Ci natomiast, którzy nadal chętnie korzystają
z usług Poczty Polskiej, lub po prostu uważają,
że nawet przekazując komuś kartkę z informacją
należy tą informację ładnie zapakować, mieli możliwość
składać koperty. Najpierw z Ireną Horodecką (szczególnie
podobała się koperta Keiji Kitamura), potem z
Bolkiem - jego autorskie modele. Po zakończonej
pracy Bolek z wielką przyjemnością składał na
nich swój podpis i wpisywał dedykacje.
No i jeszcze jeden warsztat tego dnia z Joanem.
Składaliśmy te modele, o których Joan opowiadał
przed południem. Złożyliśmy ich kilka. Były to
m.in. papierowe serwetki (Mattias Giegher.) z
1639 r. i jeźdźca na koniku (Adolf Senff 1785-1863).
Składanie każdej figurki okraszone było jakąś
interesującą, wesołą lub bardzo wesołą historyjką.
Były też buty do trumny. Ich składaniu towarzyszyła
"Ostatnia posługa", stara (choć jak
się okazało wszystkim znana) piosenka M. Zembatego.
Joan nieco się dziwił, bo melodia znana, wcale
niewesoła, a tu nagle wesoły chór śpiewa, bez
cienia smutku na twarzy. Ten warsztat miał tyleż
samo składających co i widzów i jak wszystkim
pozostałym, towarzyszyły mu gromkie wybuchy śmiechu.
No i kolejne nocne free folding. Były kwiaty i
wazony, motylki, konik morski, bardzo dużo łabędzi,
a nawet tradycyjne japońskie modele ... właściwie
to trudno powiedzieć czego nie było. Składaniu
towarzyszyły dowcipy opowiadane przez Marcina
i Artura. Grzesiek nieźle się nagimnastykował
tłumacząc je i jednocześnie cenzurując. Była nauka
węgierskiego, a jakby łamania języka było mało,
Agnieszka i Ada nauczyły się od Ibolyi słynnego
węgierskiego kanonu i razem, czysto, na dwa głosy
wykonały go o piątej rano, po czym udały się na
krótką drzemkę. W tym czasie Grzegorz, Lorah i
Mark zasiadali jeszcze do róży Kawaski!
Wspinając się po całonocnym składaniu pod górę,
do swego domku Mark powiedział, że jeszcze na
żadnej imprezie origami nie kładł się spać wtedy,
kiedy wstają ptaki.
Poniedziałek - po śniadaniu ;)
Ostatni już dzień pleneru. Do obiadu bardzo pracowity.
Obejrzeliśmy film. Tomek Siwak nauczył składania
jeszcze dwóch swoich modeli: latającego serduszka
i ujmującej kaczuszki. Kaczusia śliczna i jak
na Tomka wyjątkowo prosta. No i już na zakończenie
Ela Udziela pokazała jak, na wiele sposobów, można
(nie używając kleju) ozdobić proste pudełko z
kwadratowej kartki papieru. W tym samym czasie
Wojtek Burczyk prezentował "Koronkowe kokardki"
zaprojektowane przez Krystynę.
I tak nasze trzydniowe warsztaty dobiegły do końca.
Pozostał tylko ostatni wspólny obiad, podczas
którego wręczono okolicznościowe dyplomy i pamiątki
dla zagranicznych gości.
Bolek Gargol odczytał swoje rozważania natury
filozoficznej i opowiadanie o perypetiach origamisty
składającego bilet w autobusie. Wojtek Burczyk
dokonał symbolicznego ostatniego zagięcia papieru
i w ten sposób oficjalnie V Plener Origami przeszedł
do historii.
Czekała nas jeszcze jedna miła niespodzianka:
urodziny Agnieszki Waszak. Był szampan, życzenia,
a potem już przyszedł czas na pożegnania. Rozstawaliśmy
się życzeniem:
do zobaczenia za rok !!!
|
 |




|




|
tekst: Bolesław Gargol, Agnieszka Gołembiewska,
Elżbieta Udziela
oraz: Grzegorz Bubniak, Irena Horodecka,
Irena Kowalczyk, Marcin Wołoszyn
Redakcja całości: Elżbieta Udziela.
Serdecznie dziękuję wszystkim współautorom tego
tekstu za pomoc w spisaniu relacji. Mam nadzieję,
że głosy tak wielu uczestników w pełni oddały
klimat tego spotkania.
zdjęcia: Adam Szewczyk
Serdecznie dziękujemy:
- Wszystkim za obecność i wspaniałą atmosferę.
- Tym, którzy prowadzili warsztaty za trud włożony
w ich przygotowanie.
- Joanowi Sallasowi, za książki, które ofiarował
wszystkim uczestnikom i za wyjątkowe poczucie
humoru.
To w dużej mierze za Jego sprawą śmiech był nieodłączną
częścią tego pleneru.
- Rafałowi Sabatowi - redaktorowi naczelnemu strony
www.origami.art.pl za objęcie pleneru patronatem
medialnym.
- Grzegorzowi Bubniakowi za projekt nadruku na
plenerowa koszulkę.
- Tomkowi Siwakowi za Muzę Origamię.
- Pani kierowniczce Elżbiecie Dubiel, oraz wszystkim
pracownikom Ośrodka PZRI w Porębie za życzliwość,
wyrozumiałość i zaufanie.
- Dorocie Twardosz i WSZYSTKIM, którzy w jakikolwiek
sposób przyczynili się do organizacji pleneru
za pomoc.
Były też drobne niedociągnięcia i mamy tych niedociągnięć
świadomość. Mamy też jednak nadzieję, że poziom
warsztatów i atmosfera panująca na plenerze sprawiły,
że ogromna większość uczestników wyjechała zadowolona
i że wielu z nich zechce być z nami za rok - czego
sobie i Wam z całego serca życzymy.
Organizatorzy: Krystyna i Wojtek Burczyk, Ela
Udziela i Ada Zawadzka
|
|
Refleksje uczestników:
Plener był super, bo nie musiałam tłumaczyć co
to jest origami, dlaczego się tym zajmuję i co
mi to daje. Program był tak bogaty, że chyba każdy
m u s i a ł w y b i e r a ć. Państwo Burczykowie
uwzględnili moje wcześniej zgłaszane zapotrzebowanie
i ... zrobiłam ruszające się sześciany, bryłkę
zmodyfikowanej snapologii, nowe pudełeczka, a
z czego jestem szczególnie dumna - potrafię skladać
różę Kawasaki. Pan Artur pokazał nam składanie
tej róży, ale ja dopiero w domu sprawdziłam ile
pamiętam i najważniejsze: p o t r a f i ę. Pod
okiem Ady zakosztowałam składanie sowy z chińskiego
modułu. Na pewno było to dla mnie pouczające doświadczenie,
zwłaszcza "odwracanie " formy w początkowym
etapie.
Irena Horodecka
I was first on the meeting in Poreba last year
(in 2005), so when I red theprogram of the 5th
Outdoor Origami Meeting I decided immediately
to go there again. This is a "familiar meeting"
with about 40 participants. The accommodation
is excellent, it has low prices and the most important
thing is that the hosts are very kind and friendly.
There was a very looooong folding time. I learned
many interesting things about the history of origami
and some ways of teaching it. We learned lots
of particular models from each other. It was one
of the greatest meetings of my life. I hope we
meet again in Poreba next year.
Tuzy Ibolya
Pierwszy raz byłam na spotkaniu w Porębie w zeszłym
roku (2005) więc kiedy przeczytałam program V
Pleneru Origami od razu zdecydowałam się jechać
tam jeszcze raz. To jest "rodzinne spotkanie"
około 40 uczestników. Zakwaterowanie jest doskonałe,
ceny niskie, a co najważniejsze właściciele są
bardzo mili i przyjacielscy. Było to baaardzo
długie składanie. Nauczyłam się wielu interesujących
rzeczy o historii origami i sposobach jego nauczania.
Wszyscy poznali mnóstwo nowych modeli od siebie
nawzajem. To było jedno z najlepszych spotkań
w moim życiu. Mam nadzieję, że spotkamy się w
Porębie za rok.
(Tłumaczenie Ł. Udziela
I was amazed at the concentration of talent
at the Polish origami conference. I have never
seen so many super complex models in my life and
I certainly haven't encountered such a large concentration
of people who have invented their own models (many
of them highly complex). Even though my skills
aren't at the level where I can actually fold
anything super complex, I did experience the joy
of folding such masterpieces
vicariously by watching others. Although I have
seen a few Lang models, I had never seen the turtle
and the koi before and they were incredible to
see in person! Then of course, there's Tomasz
Siwak who I hadn't heard of before I went to Poland
but who should really be famous for his elegant
designs.
Besides the many beautiful modulars, I thought
it was also nice to see other flavors of papercraft
such as decoupage and paper quilling. I also finally
learned the Kawasaki Rose (something I've wanted
to learn for a long time) and have been folding
them and giving them away ever since I left Poland.
Then, as if we weren't having enough fun, Joan
Sallas kept everyone at the conference in giggles.Other
than the fact that Ela tried to kiss me when I
asked her for the room keys, communication wasn't
much of a problem. Certainly I have no idea what
people were talking about most of the time and
I'm not sure that everyone knew what I was saying
either, but it didn't matter. We were able to
create origami together and teach each other with
origami as our only common language and that's
what was important.
Lorah Gross
Byłam zdumiona talentem uczestników polskiego
spotkania origami. Nigdy dotąd nie widziałam tylu
skomplikowanych modeli jak również nie spotkałam
tylu ludzi mających w swoim dorobku własne modele
(w większości bardzo skomplikowane). Chociaż moje
umiejętności nie osiągnęły jeszcze takiego poziomu,
żebym była w stanie złożyć coś super złożonego
to przyjemnie było przyglądać się jak inni składają
takie skomplikowane dzieła. Po raz pierwszy w
życiu zobaczyłam na żywo koi i żółwia Langa. W
spotkaniu uczestniczył Tomasz Siwak, o którym
wcześniej nie słyszałam, a który to powinien cieszyć
się sławą za swoje eleganckie projekty.
Poza wieloma pięknymi modułowymi modelami było
bardzo miło poznać takie techniki papierniczego
rzemiosła jak decoupage czy quilling. Nauczyłam
się też wreszcie róży Kawasaki (coś czego chciałam
się nauczyć przez długi czas). Od tego momentu
składam jedną za drugą i rozdaję.
Jakby zabawy było mało Joan Sallas nie pozwolił
nikomu przestać się śmiać. Pomijając fakt, kiedy
to Ela chciała mnie pocałować gdy poprosiłam ją
o klucze do pokoju, komunikowanie nie było większym
problemem. Oczywiście nie miałam pojęcia o czym
ludzie mówili przez większość czasu i nie jestem
też pewna czy wszyscy wiedzieli co ja mówiłam
ale to nie miało większego znaczenia. Byliśmy
w stanie tworzyć razem modele origami i uczyć
się nawzajem wykorzystując origami jako nasz wspólny
język i to było najważniejsze.
Tłumaczenie: G.Bubniak
Plener w Porębie był moim pierwszym, poważnym
spotkaniem ze sztuką origami. Owszem, zdarzało
mi się wcześniej (i to dość często) składać papier,
ale nie na taką skalęPobyt w górach był dla mnie
niesamowitym przeżyciem. Złożyło się na to kilka
istotnych czynników:
- Niesamowicie przyjazna atmosfera. Z wszystkimi
widziałam się po raz pierwszy, a czułam jakbyśmy
znali się od dawna. Niemal wszyscy mieli coś ciekawego
do powiedzenia, zademonstrowania, chętnie dzielili
się własnymi doświadczeniami.
- Nauczyłam się wielu ciekawych modeli. Już pierwszego
dnia po powrocie chciałam je wszystkie pokazać
moim bliskim, znajomym i dzieciom, z którymi pracuje.
Niestety było to nie realne, ponieważ, było tego
dużo. Ale to bardzo dobrze, bo teraz prawie każdego
dnia zaskakuję czymś nowym Oprócz super modeli
poznałam inne techniki np. DECUPAQE, który bardzo
dobrze sprawdza się w przedszkolu.
- Nie bez znaczenia było też położenie ośrodka.
Bardzo piękne krajobrazy, wokół szum strumyka
24/ h/dobę- bardzo na mnie działały, mogłam, choć
na chwilę zapomnieć o codziennych sprawach i całkowicie
poświęcić się sztuce origami. Pomógł mi również
brak zasięgu sieci komórkowej.
Jak na razie piszę o samych zaletach Pleneru,
a co z wadami? Udało się znaleźć jedną, ale bardzo
istotną, a mianowicie spotkanie trwało zbyt krótko!!!
Dziękuje, za to, że, dołożyliście wszelkich starań,
abym wróciła z stamtąd taka szczęśliwa, zadowolona
i gotowa do wdrażania nowych pomysłów.
Aga Waszak
Co sprawia, że raz do roku światek origami z całej
Polski (i nie tylko) spotyka się w tym odciętym
od świata i od zasięgu telefonii komórkowej miejscu,
spędzając trzy dni na z pozoru bezużytecznym zajęciu,
jakim jest składanie papieru? Czy piękna sceneria?
A może talent organizatorski organizatorów? Lub
chęć nauczenia się składać jeszcze jednej fajnej
figurki? Czyż wszystko nie zostało już wcześniej
wymyślone? Usłyszeliśmy tutaj dowody na to, że
origami jest stare jak papier, który z kolei jest
wytworem cywilizacji. Już kilka cywilizacji przemknęło
niczym meteory na tle niewzruszonego nieba naszej
planety. Dokąd zmierzamy my wszyscy - kosmiczni
Robinsonowie zamieszkujący tę maleńką łupinę zwaną
Ziemią? Jedno jest pewne - nikt z nas nie jest
samotną wyspą, czego dowodem jest nasza obecność
tutaj: młodsi i starsi, mężczyźni i kobiety, mówiący
obcymi językami i ci, dla których języki obce
są obce; pochodzący z wielu stron Polski i świata.
Jesteśmy modelowym przykładem tego, że jeśli znajdzie
się choć jedna rzecz, która łączy ludzi, to ta
rzecz zjednoczy ich i w końcu zgromadzi w jedno
miejsce. Origami jest dla nas taką rzeczą, jest
jednak jedynie symbolem i przedsmakiem tego, że
w końcu nadejdzie dzień, w którym wszyscy ludzie
na Ziemi zjednoczą się w imię Pokoju. A tymczasem
już za chwilę powrócimy do naszych domów, zakładów
pracy lub uczelni i życzyłbym sobie i Wam wszystkim,
by idea jedności mimo różnic towarzyszyła nam
wszędzie, dokądkolwiek pójdziemy
Bolesław Gargol
|
 |


|
|
I już na koniec nieco humorystyczna przestroga
przed tym, co może się przytrafić każdemu z nas,
jeśli chcielibyśmy w cielić w codzienne życie
wyniesiony stąd nawyk składania wszystkiego co
wpadnie nam w ręce, a co choć trochę wygląda jak
papier...
Origamista w obliczu prawa
" - Poproszę bilet", zwróciłem się
do pani w kiosku i po chwili trzymałem w ręce
prostokątny kawałek papieru o stosunkach boków
1:2. "Cudowna proporcja"- zachwyciłem
się w myśli przypominając sobie, że Lang złożył
z takiego prostokąta figurkę jelonka. Wsiadłem
do autobusu, skasowałem bilet i usadowiłem się
na obskurnym nieco siedzeniu. Miałem tylko dziesięć
minut na wymyślenie nowej figurki origami, bo
tyle czasu trwało dojechanie do docelowego przystanku.
Postanowiłem wymyślić jakiegoś ptaka. "Może
być kanarek" - zdecydowałem. Po dwóch minutach
wybrałem bazę, z której metodą prób i błędów wyłaniały
się skrzydła, nogi, ogon i dziób. Uśmiechnąłem
się na koniec, gdy okazało się, że mój kanarek
po pociągnięciu za ogon porusza skrzydłami.
"- Dzień dobry, kontrola biletów!"-
odezwał się znienacka osobnik, której znana mi
dobrze z przeszłości twarz okalał zawodowy uśmiech.
- Proszę bardzo! - wręczyłem mu bilet.
- Co to jest?!
- To jest...kanarek! - odparłem niewinnie. Twarz
kontrolera zrobiła się purpurowa ze złości.
- Pozwoli pan ze mną!
Posłusznie poszedłem i kontroler wskazał mi palcem
na tablicę Regulaminu Przewozu Pasażerów, z którego
przeczytał głośno:
- Za nieważny uważa się bilet zniszczony...
- Czy uważa pan, że origami jest sztuką niszczenia
papieru?
- A co to jest origami?
- Origami to dalekowschodnia sztuka składania
papieru. Już starożytni Chińczycy...- zacząłem
wykład, ale został on brutalnie przerwany wyuczonym
okrzykiem bojowym kontrolera:
- Dokumenty poproszę!
- Mam tylko legitymację członka Polskiego Towarzystwa
Origami
- Nie wiem, co to jest to całe origami i nie chcę
tego wiedzieć! Pojedzie pan ze mną na komisariat
policji!
- Z przyjemnością!
*
- "Kapitan Żbik" - przeczytałem na
drzwiach w komisariacie zatrzymując się przy nich,
ale w tej samej chwili kontroler popchnął mnie
do środka. Kapitan, który siedział za biurkiem
w lot pojął tragizm sytuacji i zapytał mnie o
tożsamość. Podałem mu swoją legitymację.
- "Polskie Towarzystwo Origami"- przeczytał
ze zdziwieniem, a na jego twarzy zagościł uśmiech
- Wie pan, moje dzieci uwielbiają składać. Może
pan coś zademonstrować?
Kontroler bez słowa podsunął mu mojego kanarka
- Ha, ha, dobry żart - zaśmiał się kapitan i zaśmiał
się jeszcze głośniej, gdy zademonstrowałem mu,
jak kanarek porusza skrzydłami. Następnie rozłożyłem
bilet i ze skasowanego na nim numeru odczytałem
godzinę, datę, a nawet numer autobusu.
- Czy to się zgadza? - zwrócił się kapitan do
kontrolera
- Cóż...
- Tak, czy nie? - kapitan nalegał
- Tak
- Wobec tego jest pan wolny - powiedział kapitan
zwracając mi legitymację
- A co ze mną? - zapytał niezdecydowanie kontroler
- A pana należałoby wysłać na dłuższy odpoczynek...najlepiej
na Wyspy Kanaryjskie!
P.S.
Opowiadanie do należy do gatunku science fiction
z kilku powodów: po pierwsze staram się nie składać
biletu, zanim nie wysiądę z autobusu w którym
go skasowałem. Po drugie, nie istnieje jeszcze
legitymacja PTO. Po trzecie zaś, dochody polskich
kontrolerów raczej nie pozwalają na odpoczynek
na Wyspach Kanaryjskich.
I nigdy nie złożyłem kanarka.
Bolesław Gargol
Muzy w Porębie
Origami to sztuka. Opiekunkami sztuki są Muzy.
W sztuce origami jest wiele z tego co Muzy cenią
najbardziej: spójność, harmonia, ład, dynamika,
a przede wszystkim pasja ludzi tą sztukę tworzących.
W naszym gronie także jest coraz więcej ludzi,
którym sztuka, i to nie tylko sztuka origami jest
bardzo bliska. Każdy artysta na swój sposób stara
się zabiegać o względy i przychylność Muz. Tak
robił to poeta Leopold Staff:
DO MUZY
Mam pewność niezachwianą, wierzę uroczyście,
Muzo, com ci nie przestał służyć i hołdować,
Że mi się kiedyś, cudna, zjawisz osobiście,.
Ażeby mi za trudy moje podziękować.
Lub może twa uraza skargę mi wytoczy,
Żem nie był ciekaw ciebie, natchnień mych przyczyno,
Albowiem nie widziałem cię nigdy na oczy
I nie wiem, czy brunetką jesteś, czy blondyną.
Powód jest, ale - przebacz! - nie lubię się smucić.
Chociaż bez ciebie, boska, lecz dla ciebie żyję.
Więc przybądź i jeżeli chcesz mi co zarzucić,
Zarzuć mi ręce na szyję.
Już w ubiegłym roku
dostrzegłam w Porębie obecność Muz. Nie żeby one
tam były zawsze (choć warunki sprzyjające, bo
miejsce piękne i jest nawet źródło). Zjawiają
się wraz z uczestnikami pleneru, a ich wdzięczna
obecność odczuwalna jest przez cały czas pobytu.
Dziwić więc może fakt, że w kręgu zainteresowania
żadnej z dziewięciu Muz nie znalazł się papier.
Atrybutem jednej z nich (Klio) jest wprawdzie
papirus, ale zwinięty, nie poskładany. Pomyślałam,
dlaczego by więc nie powołać do życia nowej Muzy:
|
|

Życzenie
To było dawno. Przed wiekami.
Dokładnej daty jednak nie znamy.
Na Helikonie, gdzieś w pięknym gaju ukryte,
trysnęło źródło, kopytem Pegaza z ziemi wydobyte.
U źródła tego, pod wodzą Apollina
gromada Muz zasiada miła.
I jak mówią greckie mity,
ich urok jest niesamowity.
Dziewięć pięknych córek Zeusa
do dziś zwykłych śmiertelników wzrusza.
Ich matką, bóstwo pamięci Mnemosyne,
więc pamięć o nich pewnie nigdy nie zaginie.
Są owocem dziewięciu miłosnych nocy.
I potem już nic. Historia dalej się toczy....
....wiek za wiekiem mija,
a rodzina się nie rozwija.
|
 |
Są tacy co mówią,
że najbardziej opera podoba się Muzom.
Choć tu już w nazewnictwie niejakie są zawirowania,
bo na przykład operetka, jest Podkasaną Muzą zwana.
A jeszcze mówią niektórzy ludzie
o jakiejś z lekka Lekkiej Muzie.
I w związku z tym, tak mówiąc między nami,
tu pojawiają się również kłopoty z datami.
A w historii to raczej się nie zdarza,
by nie trzymały się one ściśle kalendarza.
Dziesiąta Muza bowiem to Kino
(jest Muza imieniem Klio
więc Kino też może być dziewczyną).
Jedenastą Muzą, Telewizję ochrzczono.
Wielbicieli ma ona dosyć liczne grono.
Często sporo z nią kłopotu,
bo bywa całkiem bez polotu.
A dwunastą jak głosi fama,
podobno ma zostać Reklama.
Zauważyliście już pewnie sami,
że nic nie mówią Muzy o sztuce origami.
A od wieków nie tylko w Azji króluje
i na własną Muzę w pełni zasługuje.
Może już jest Muza ORIGAMIA,
Dotąd skrzętnie gdzieś skrywana
I dlatego nie była światu znana?
A jeśli nie, to chodzi mi taka myśl po głowie:
wszak nie starzeją się bogowie,
a myślę, że i życzeniem jest Apollina,
by Zeusowi znów powiększyła się rodzina.
By mu przybyła jeszcze jedna córka cudna
I razem z siostrami zasiadła u źródła.
A jako atrybut ŻURAW tej Muzie powinien być dany,
bo wszystkim miłośnikom origami na świecie jest
znany.
I niech to właśnie ona
zarzuci mi ręce na ramiona
|
|
Wielu artystów, w przeróżnych technikach tworzyło
wizerunki Muz. Origamia mogła być oczywiście tylko
z papieru. Zaproponowałam więc Tomkowi Siwakowi
jej "zmaterializowanie". Zadanie brzmiało:
ma być piękna, ma trzymać w dłoni żurawia i najlepiej
aby była z jednej kartki papieru. Zgodził się
bez wahania. Za kilka dni pierwsza wersja była
gotowa. Nie do końca jednak odpowiadała moim o
niej wyobrażeniom: trochę tłuściutka, niezbyt
wysoka, a w dłoni trzymała ledwie bazę ptaka.
Jednak to co pokazał mi Tomek podczas naszego
kolejnego spotkania sprawiło, że zaniemówiłam
z wrażenia. Po pierwsze, nad urodą Origamii: była
wysoka, smukła, w zwiewnej szacie, a w dłoni trzymała
prawdziwego żurawia. Po drugie, nad talentem jej
twórcy. Tak więc Muza Origamia stała się faktem,
a ja i Tomek śmiało możemy się uważać za jej rodziców
chrzestnych.
Figurka Muzy jest kolejnym dowodem na to, że z
papieru można zrobić wszystko i że to "wszystko"
Tomek zrobić potrafi.
Myślę, że jej wizerunek z powodzeniem można domalować
do obrazu B.Peruzziego "Muzy tańczące z Apollinem"
i nie zburzy on jego harmonii.
 |
| Baldassare Peruzzi - Muzy
tańczące z Apollinem |
Elżbieta Udziela
P.S.
Za rok musimy jeszcze zadbać o muzyczną stronę
imprezy. Mając tylu utalentowanych muzycznie plenerowiczów,
nierozsądne by było tę sferę zaniedbać. Kto wie,
może oprócz rymów pojawią się tez jakieś nuty.
Nie będzie to z pewnością nic w stylu "Symfonii
Origami" Pola Jacksona, bo i klimaty zdecydowanie
mniej poważne, ale kto wie..., bo jak powiedział
Bolek G. "zaiste talenty są naszym bogactwem".
|
|
Plener we fraszkach
Jeżeli ktoś zabiera się za składanie figurki i
ze zrozumieniem przygląda się skomplikowanej siatce
zgięć, lub zdecydowanymi ruchami łączy wielomodułową
bryłkę, to możemy powiedzieć, że ma wyobraźnię
przestrzenną.
O Adzie, która przed plenerem usiłowała wyobrazić
sobie Joana Sallasa można powiedzieć, ze ma wyobraźnię
... bujną.
/Ela/
Przed plenerem - jaki będzie??
Hiszpan z Niemiec
To mieszanka nie do pogodzenia
Ordnung mus sein czy flamenco
Wyjdzie teraz z cienia???
Ustalić chcę to wreszcie raz:
Her Sallas to, czy don Sallas?
Po plenerze - jaki jest
Już wiem, że Joan to barwna postać.
Każdy by chciał z nim jak najdłużej zostać.
Mądry, dowcipny, przeuroczy
I takie piękne czarne ma oczy.
......
Joan mnie zafascynował.
Jestem nim oczarowana
Chcę z nim składać kapelusze
Do białego rana
/Ada/
Podziękowania
dla Wojtka i Krystyny
za to, że właśnie Joana do Poręby zaprosili
Decoupage
Zmęczyło cię składanie?
Może wolisz malowanie?
To origami zamień ...
na kamień.
/Ela/
Na Anię
Ania postać mało znana
Postać z grona tajemniczych
Składa kwiaty, uczy chemii
A jej zalet wprost nie zliczysz
/Ada/
No i nasza miła Anka
Wszelkie cnoty ma baranka:
cicha, grzeczna, miła...
Jak ubodzie będzie chryja
/Ela/
Na Izę
Iza, zwinna, gibka, szybka.
Jak żyjąca w wodzie rybka.
Dom, mąż, dzieci, szkoła...
A przy tym wesoła.
Szybko mówi, szybko składa,
Ale z każdym się dogada!
/Ada, Ela/
Na siebie samą
Origami i flamenco
dwie skrajne kultury.
Bliźniak może to pogodzić?
Lecz który jest który?
.............
Różne osoby, kultura, postać
Którą naprawdę chciałabym zostać?
Prostota wschodu
Czy temperament?
Wachlarz, koronki, czy wiśni kwiat?
To tylko bliźniak potrafi wybrać,
Z którą kulturą być za pan brat?
/Ada/
Ada
Wiele talentów posiada.
Poza origami jeszcze fraszki składa.
/Ela/
Na Adama
Ta postać z ptaków jest znana.
Zaprojektował kormorana ....
Więc i pokazać tego ptaszka
To dla niego fraszka
/Ela, Ada/
Origami użytkowe
Kiedy jest co wypić, ale nie ma "szkła"
Trzeba złożyć kubek i wypić do dna!
/Ada/
Kreator i origami użytkowe
(na Tomka S z Kędzierzyna)
Pomimo późnej pory
Kreator nie był znużony.
Wziął w dłoń kubek ...
chwilę nad nim medytował
i zgrabną nóżkę wykreował.
Od razu kubek był bardziej szklany,
a szlachetniejszy - trunek weń wlany
Potrafi wymyślić wszystko: jeża, karpia i choinkę,
Bukiet kwiatów, a ostatnio nawet cud-dziewczynkę.
Wyszedł by mu pewnie i indiański wódz,
bo dla Tomka chcieć - to móc!
A Tomkowi to może wreszcie
i jakąś "szpilkę" wbiję,
bo tak chwalę i chwalę,
w końcu mu palma odbije J
/Ela/
Na Tomka S (z Lublina)
Dobrze nam było z Tomkiem,
ale on ... tęsknił za domkiem.
I taki był stęskniony,
że już w niedzielę wrócił do żony.
/Ela/
|
 |
Na Grzesia
Bardzo lubią niektóre panie
Z Grzesiem nocne składanie.
Ze swadą i z wdziękiem podpowiada
Co złożyć, a czego składać nie wypada.
I od lat kilku, dziwna sprawa,
W czasie składania "3 element" się pojawia:
trzeciej nóżki szukamy, albo się zastanawiamy,
czy to na pewno trąba wisi między kłami.
/Ela/
Kiedy przychodzi późna godzina
Grzesio owady składać zaczyna
/Ada/
Na Elę
Nieduża, szczuplutka,
O maleńkich nóżkach
Każdemu pomoże ...
Chroń ją o mój Boże
/Ada/
Silna grupa
Najliczniejsza na plenerze była
Ekipa z okolic Szczecina.
/Ela/
Na Rafała
Spacerował, jaszczurki obserwował,
agitował, bólem zęba się frasował.
Do domu wracał zmoczony
i mocno spóźniony.
W nocy jeździł taksówkami.
Za kurs płacił ... bryłkami z origami
/Ela/
Na Agusię
Była z nami też Agnieszka
(ta co w mieście Łodzi mieszka)
Postać wcale niebanalna:
wesoła i muzykalna.
Nic jej śmiechu nie powstrzyma,
W noc się niesie jak ... lawina J
/Ela/
Dowcipy i cenzura
Artur z Marcinem, bez różnicy,
wczesna, czy też późna pora,
dowcipami sypali
z wciąż pełnego wora.
Grzesiowi, tłumacza przypadła rola
i polskich kawałów cenzora.
Na taki pomysł
Nie wpadł by pewnie Chuck Norris
/Ela/
Lorah
Pewnie na dłoniach miała odgniatki
Od kolejnej złożonej kolczatki.
Cały plener je składała,
a potem wszystkie rozdała.
Po plenerze:
Jak widać kształcą podróże.
Teraz Lorah rozdaje róże.
/Ela/
Mark,
Piękna jest pantera!
Może to Bagheera?
Artur, Piotr, Adam, Sławek czy Grześ?
Ty to najlepiej wiesz,
i sam zdecyduj, który
dał jej najostrzejsze zęby i pazury.
/Ela/
Ibolya
Znany Polakom i Węgrom dwuwiersz
po polsku recytuje
i jeszcze o świcie z Adą i Agnieszką
kanony wyśpiewuje!
/Ela/
Na plenerze
Pracują ręce
możliwie jak najwięcej
/Ada/
Radość
W radosnej atmosferze
Każdy model złożyć mogę
Chociaż trąby , czułki, nóżki,
Wciąż mi wchodzą w drogę.
/Ada/
Szukanie zasięgu - instrukcja
(może warto zapamietać?)
Dojdź do domku przedostatniego!
Zatrzymaj się koło niego!
Teraz wykonaj w lewo zwrot!
Do przodu zrób jeden, drugi.. i dziesiąty krok...
... może złapiesz tutaj upragnioną falę,
która ułatwi ci ze światem komunikowanie.
/Ela/
Po plenerze
(dla Teresy)
Nie wszyscy po plenerze
do domu pojechali.
Byli tacy, co w Porębie
kilka dni zostali!
A co robili?
Pracowników ośrodka
Origami uczyli!
Niezbyt to nam dobrze
Na przyszłość rokuje.
Za rok może się okazać,
że na talerzu zamiast mięska
papierowy ptaszek wyląduje.
Panie w kuchni
już teraz eksperymentowały
i origami z koła składały!
Naszym koleżankom
naleśników nasmażyły.
Serem smarowały,
dwa razy na pół składały!
|
|
|
|