Początek planów… ginie w mrokach końcówki ubiegłego roku. Zaproszenie przyszło, szczegóły zaczęły być dogrywane i po trzykrotnym przekładaniu terminu (przepraszamy, przepraszamy, bardzo przepraszamy) w czwartkowy mroźny wieczór (12 stycznia) zakończyliśmy przygotowania do wyjazdu do stolicy na kolejne warsztaty organizowane przez redakcję naszej strony.
Zgodnie z tradycją w piątek 13 stycznia nie obyło się bez pecha, podczas ostatniego etapu podróży, miejskim autobusem na 125, okazało się, że z wyborem terminu trafiliśmy na początek ferii zimowych.
Czarne wizje dzieci radośnie unikających szkoły w ferie, przez co ich frekwencja na zaplanowanych zajęciach będzie bliska katastrofalnej, szybko uległy rozwianiu po gorącym powitaniu naszej trzyosobowej grupy w progach zaprzyjaźnionej szkoły przy ul. Kajki
Błyskawiczne narady z Panią Dyrektor, kilka dramatycznych decyzji, do której klasy iść, a którą pominąć tym razem i już możemy robić to co lubimy najbardziej, dzielić się swoją wiedzą o składaniu papieru. Wraz z przybywaniem na miejsce kolejnych członków redakcji zajęcia stawały się coraz ciekawsze, przybywało składanych modeli i miłośników sztuki, którym nie straszna wydawała się wizyta w szkole nawet podczas ferii.
A działo się dużo, uczniowie klasy III bez problemu poradziła sobie z modelem tradycyjnego słonia, tylko niektórzy spośród składających sugerowali założenie częściowo złożonej figurki na nos, a po skończeniu słonia okazało się, że po odwróceniu może on być figurką łabędzia, a rozłożenie części tułowia byłego słonia upodabnia go do pawia. Moim zdaniem to jest właśnie definicja origami.
I b powitała mnie cytowanym na początku powiedzeniem, po którego usłyszeniu naprawdę nie wiedziałam co mam powiedzieć, może Bolek wymyśli jakąś, godną upowszechnienia ripostę? Jedno jest pewne – od dzisiaj powiedzenie to będzie znane nie tylko w warszawskiej szkole nr 218. Pierwszaki dzielnie składały żurawia i nikt nie miał problemów z wprawieniem go w ruch. W innych klasach też trwało przed fermowe szaleństwo urozmaicone origami.
Na dobrą wróżbę, mimo fatalnego układu kalendarza, dostaliśmy pozdrowienia od Bolka, wraz ze specjalnie na tą okazję napisanym wierszykiem:
Trzynastego stycznia w piątek,
uchwalono składania początek,
na ulicy Michała Kajki
ten gość jest chyba z innej bajki?
Przyjść do Was dziś nie mogę,
choć w porządku nam nogę
i ręce sprawne mam całkiem
nie pogardzę kwadratu kawałkiem.
I Wy także nim nie gardźcie
Uczniów i nauczycieli zabawiajcie
Ich usta rozdziawione,
ich oczy zadziwione,
ich ręce same składają,
gdy Was przy sobie mają
Piątkowe popołudnie i wieczór przeznaczyliśmy na, składanie… różnych drobiazgów oraz kaczki autorstwa Tomka Siwaka. Po pół godzinie stadko kaczuszek, odpłynęło… w siną dal, a rządni origamowych wrażeń członkowie redakcji ok. północy przenieśli się na korytarz, ku uldze pozostałych gasząc światło w sali nr 18.
Poranek następnego dnia rozpoczął się od słów: „Wstawać, dzieci idą!”. Kilka kolejnych godzin tego dnia spędziliśmy w szkolnej stołówce. Na środku jednego wspólnego stołu ułożyliśmy wszystkie przywiezione przez członków redakcji figurki i wzorując się na nich rozpoczęliśmy wspólne składanie. Tego dnia w szkole można było „spotkać” wiele zwierząt, ale nie zabrakło również kwiatów, modułowych figur a nawet kusudam.
Po pożegnaniu dzieci, które w większości opuszczały mury szkoły z naręczem własnoręcznie wykonanych modeli, w ściśle redakcyjnym gronie omawialiśmy szczegóły przygotowywanego biuletynu oraz wysłuchaliśmy relacji z pobytu członków naszej redakcji w Czechach, serdecznym przyjęciu, jakie ich tam spotkało i planach na przyszłość grupy czeskich miłośników origami.
Wieczorem nadeszła pora na wizytę w domu Gawła. Z radością powitaliśmy znajomy salon z kominkiem. Nie znaleźliśmy tu już śladów naszej poprzedniej wizyty w tym domu, serduszek ze skrzydełkami przyczepionych do zasłonek;), ale atmosfera, rozmowy, wspólne składanie i picie herbaty były wciąż takie same, jakby ciąg dalszy wizyty w listopadzie 2004 r.
Ale to wciąż jeszcze nie był koniec wieczoru. Po powrocie w gościnne mury szkoły, kolacji i wieczornym myciu, kiedy wreszcie ucichły głosy w sąsiednich, zajmowanych przez coraz liczniejszą grupę członków redakcji klasach szkolnych, w sali nr 18 dopiero „się rozkręcaliśmy”. Całe mnóstwo chętnych kreatorów na hasło „zróbcie symbol Warszawy” zasiadło pracowicie nad kartkami papieru, robiąc sinki, podtrzymując co nieco, słowem… tworząc do 2 w nocy. Efektowne figurki, z całym wachlarzem interpretacji, od niedzielnego ranka podziwiali pozostali uczestnicy warsztatów, szczerze żałując nocy zmarnowanej na sen.
A w niedzielę dzieciom się chyba przypomniało, że mają ferie i próżno oczekiwaliśmy ich od rana. Czas spędzony w tym dniu w świetlicy wypełniły więc warsztaty w gronie redakcyjnym, od rana żegnaliśmy wyjeżdżających i witaliśmy… tradycyjnie w niedzielę przybywającego Łukasza Gadomera.
Wraz w wybiciem godziny 13.00 i dla nas zbliżała się godzina odjazdu. Jeszcze tylko ostatnie porządki, sprzątanie zapomnianych modeli, kilka pamiątek dla szkolnego koła origami i kolejne warsztaty redakcji możemy uznać za zakończone.
Tekst: Renata Toporek
Fotografie: Rafał Sabat, Łukasz Gadomer, Anna Skorupa, Maria Bis.
© 2006 – 2010, www.origami.art.pl. All rights reserved.
Polecane artykuły








